Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Nauka patrzy na cuda

Nauka patrzy na cuda

11.10.2016
Czyta się kilka minut
Trudno chyba o bardziej wyrazisty przykład przeciwstawiania wiary i nauki niż ten, gdy mowa jest o cudach.
Trzy cuda św. Zenobiusza, Sandro Botticelli, 1500-1505, WikiArt.org
K

Karty Ewangelii pełne są wzmianek o tym, że „niewidomi wzrok odzyskują, chromi chodzą, trędowaci doznają oczyszczenia, głusi słyszą, umarli zmartwychwstają” (Mt 11, 5). Jak się szacuje, opisy cudów to wręcz aż jedna trzecia literackiego materiału Ewangelii. Bez wątpienia świadczy to więc o tym, że czynienie przez Jezusa cudów było niezwykle ważne z punktu widzenia autorów najwcześniejszych przekazów o Jego działalności. Bo przekazy o cudach Jezusa, jak tłumaczy autor Ewangelii wg św. Jana, służą temu, „abyście wierzyli, że Jezus jest Mesjaszem, Synem Bożym, i abyście wierząc mieli życie w imię Jego” (J 20, 31). Cud – czyli zjawisko nadprzyrodzone, przekraczające prawa natury czy wręcz im zaprzeczające – postrzegano jako dowód boskości Jezusa, który je czynił własną mocą, jak sam mówi: „mocą Ducha Bożego” (Mt 12, 28), a nie na przykład za sprawą Belzebuba, jak podejrzewają faryzeusze (Mt 12, 24). Tak z resztą często o cudach Jezusa myślimy i dzisiaj.

Zarówno obrońcy cudów, jak i ci, którzy chcieliby dowieść, że „cudów nie ma”, bardzo chętnie powołują się na naukę, przeciwstawiając ją wierze. Argumenty tych pierwszych da się sprowadzić do stwierdzenia: „tego się nie da wyjaśnić naukowo”. Utrzymują oni, że wobec pewnych zjawisk nauka jest bezradna. Dokąd jednak takie przeciwstawianie prowadzi?

Owszem, także wśród światłych naukowców nie brak ludzi wierzących, którzy przyjmują możliwość zajścia cudu za sprawą boskiego działania. Co więcej, cud, który następnie zostaje wnikliwie zbadany przez naukowców, żeby wykluczyć jego „naturalne” przyczyny, jest wymagany w procesach beatyfikacyjnych i kanonizacyjnych, a naukowcy biorą w jego poświadczaniu czynny udział. Jednak taka strategia ma swoje ślepe zaułki - bo nauka jest w nieustannym rozwoju, i to, co było dla niej niewyjaśnialne sto lat temu, jest oczywiste dziś. Więcej, to co było niewyjaśnialne rok temu, rozjaśnia się dziś. A cud, który wobec rozwoju nauki okazuje się mieć naturalne przyczyny, traci na powabie jako dowód na istnienie Boga. Przypomina to sposób myślenia o Bogu, który przyjęło nazywać się „Bogiem Zapchajdziurą”, polegający na dopatrywaniu się Jego aktywności w zjawiskach, których nie potrafimy jeszcze wyjaśnić, a który uznaje się dziś w teologii chrześcijańskiej za skompromitowany, a co więcej, kompromitujący religię (np. ks. prof. Michał Heller nazywa go wręcz „teologicznym fałszem”).

Gdy mowa o cudach, naukę wierze przeciwstawia się też w drugą stronę: gdy wzmiankowane na kartach Ewangelii cuda próbuje się wyjaśniać naukowo. I tak na przykład uzdrowienie paralityka, o którym wspominają ewangelie synoptyczne (Mk 2, 1-12, Mt 9, 1-8, Łk 5, 17-26) tłumaczy się poprzez efekt placebo i efekty psychosomatyczne, powołując się na wątpliwe skądinąd przykłady eksperymentów, w których odpowiednio stymulowany mózg osoby sparaliżowanej był „przekonany”, że włada kończynami, i osoba ta odzyskiwała zdolność poruszania się. Podobnie, np. głęboką autosugestią, tłumaczy się wypędzanie przez Jezusa złych duchów (np. Mk 5, 1-20). Gdy Jezus rozmnaża chleb  (J 6, 1-15), słyszymy o jego umiejętności perswazji, za sprawą której ludzie, który tłumnie przybyli Go słuchać, zapragnęli podzielić się swoim prowiantem, bo przecież dowiedziono naukowo, że altruizm jest dla naszych mózgów źródłem przyjemności. A wskrzeszenie Łazarza (J 11, 1-44) czy córki Jaira (Mk 4, 35-43)? Otóż osoby te miały tak naprawdę nie umrzeć, lecz zostać uznane za zmarłe wskutek braku wiedzy medycznej o wielu przypadłościach przypominających śmierć – tu argumentujący powołują się na statystyki, według których takie pomyłki były stosunkowo częste jeszcze w XVII wieku. A Jezus chodzący po wodzie? (Mk 6, 45-52, Mt 14, 22-23, J 6, 15-21)? Nic trudnego, przecież na Jeziorze Galilejskim mogą się pojawiać pływające, częściowo zanurzone tafle lodu, powstające gdy woda ze słonego źródła miesza się ze słodką wodą jeziora, nie pozwalając mu całkowicie zamarznąć - Jezus mógłby przecież po nich śmiało stąpać...

Takie wyjaśnienia są nie tylko miejscami komiczne. Co gorsza, nie szanują one ani nauki, ani intencji autorów, którzy przekazywali nam opowieści o Jezusie. Dlaczego?

Najpierw nauka. Jak wyjaśnia amerykański biblista Bart Ehrman, historycy z przyczyn czysto metodologicznych nie mogą się w ogóle wypowiadać na temat historycznej wiarygodności przekazów o cudach. I nie chodzi tu o rozstrzyganie, że skoro cuda się nie zdarzają, to i Jezus nie mógłby ich czynić. Nic podobnego. Chodzi o granice tego, co jest domeną historii jako nauki. Otóż w odróżnieniu od np. nauk przyrodniczych, historyk nie jest w stanie eksperymentalnie sprawdzić tego, co bada. Fizyk czy biolog mogą wykonać doświadczenie i jeśli wskutek szeregu takich samych doświadczeń otrzymają takie same wyniki, mogą uznać zjawisko za potwierdzone, dopóki inny naukowiec ich wyników nie podważy własnym eksperymentem. Historyk, którego praca polega na ustalaniu, co wydarzyło się w przeszłości, z oczywistych względów nie może powtórzyć wydarzeń historycznych. Musi dokonywać krytyki dostępnych mu źródeł, pośród różnych kryteriów oceniając także prawdopodobieństwo opisanych w nich wydarzeń. Mało wiarygodne jest np. źródło zaświadczające, że w lipcu 1812 roku Napoleon Bonaparte bawił na Lazurowym Wybrzeżu, albo opisujące jak Egipcjanie ciosali kamienie na piramidy za pomocą stalowych narzędzi. Otóż historyk musi – czyniąc zadość metodologii swojej pracy – zakładać prawdopodobną wersję wydarzeń. A cud, czyli wydarzenie zaprzeczające prawom natury, jest z definicji wydarzeniem najmniej prawdopodobnym.

Czy to znaczy, że historycy zaprzeczają, iż Jezus mógł działać cuda? Nie. Znaczy to, że jako naukowcy nie są się na ten temat władni wypowiedzieć.

Nie tylko historycy z resztą. Także nauki przyrodnicze mają fundamentalny, metodologiczny kłopot z cudami. Bo domeną nauk przyrodniczych jest wszystko, co przynajmniej hipotetycznie można zbadać w świecie przyrody. Czy to pantofelek, czy rozpędzone w Wielkim Zderzaczu Hadronów cząstki elementarne o niebywałych energiach, czy oddalone od nas o miliardy lat świetlnych gwiazdy, wszystkie one są polem zainteresowania nauk przyrodniczych, bo są częścią przyrody. Cud zaś, znowu z definicji, jest zjawiskiem nadprzyrodzonym, czyli będącym „nad przyrodą”, przekraczającym jej prawa. Toteż z natury rzeczy nauka nie może badać cudu inaczej, jak tylko wykazując, że nie był cudem, bo da się go wyjaśnić zjawiskami naturalnymi.

To także nie znaczy, że według nauk przyrodniczych cudów nie ma. To znaczy, że nauka może zabierać głos tylko wtedy, gdy nie mamy do czynienia z cudem. Same zaś cuda nie są jej domeną.

A co z brakiem szacunku dla intencji autorów opowieści o Jezusie? Jak zauważa Ehrman, historyk nie jest w stanie powiedzieć, że Jezus czynił cuda, bądź ich nie czynił, ale jak najbardziej może i powinien stwierdzić, jak ważne dla autorów Ewangelii było przekonanie, że je czynił. Czy miałoby to jednak znaczyć, że ewangeliści, niczym spin-doktorzy dzisiejszych polityków, chcieli nas przekonać, że Jezus działał cuda, niezależnie od tego, jak było naprawdę? Czy miałoby to znaczyć, że... ewangeliści kłamali?

Nic podobnego. Gdy czytamy Ewangelię, również w perspektywie wiary, obowiązuje nas rzetelność – a to oznacza, że musimy się namyślać nad tym, z jakim gatunkiem literackim mamy do czynienia. Ewangelie to nie reportaże, bo w czasach, gdy powstawały, nie istniało jeszcze dziennikarstwo. Ewangelie składają się z rozmaitych gatunków, od kroniki, przez tzw. logia, czyli zbiór cytatów („Jezus rzekł...”), metaforyczne przypowieści, po poematy („na początku było Słowo...”), a obowiązkiem czytającego jest te gatunki rozróżniać i myśleć o tym, co chcą nam za ich pomocą powiedzieć autorzy Ewangelii. A zatem - zastanowić się na przykład, co znaczy nacisk, który kładą na czynienie przez Jezusa cudów. Czy opowiadają nam o cudzie Jezusa, który wysyła Piotra na połów i sprawia, że Apostoł napełnia sieci rybami (Łk 5, 4-11), po to, żeby zapisać Mistrza w annałach rybactwa, czy po to, żeby ustanowić potężną ideę dla Jezusowych uczniów, którzy mają nie tracić wiary, zarzucając sieci, nawet gdy długo pozostają one puste, gdy przyjdzie im „ludzi łowić”? (por. Łk 5, 10). Gdy wbrew elementarnym zasadom nauki upieramy się, by opowieści o cudach badać naukowo, i potwierdzać je bądź falsyfikować, tracimy z oczu najważniejsze: ich sens. Sens opowieści o Mistrzu, który pokazuje nam, że nie pozostawi bez pomocy głodnego, cierpiącego, chorego, umierającego.

Przywołaliśmy na początku słowa Mistrza, który odpowiada uczniom Jana Chrzciciela, gdy ten chce wiedzieć, czy to Jezus jest Mesjaszem: „Idźcie i oznajmijcie Janowi to, co słyszycie i na co patrzycie:  niewidomi wzrok odzyskują, chromi chodzą, trędowaci doznają oczyszczenia, głusi słyszą, umarli zmartwychwstają, ubogim głosi się Ewangelię” (Mt 11, 4-5). Powiedzieliśmy też, że do dziś uważamy, iż czynienie cudów dowodzi boskości Jezusa. Ale - przypomina Bart Ehrman - przecież na kartach Pisma Świętego cudów dokonują też ludzie z krwi i kości, którym boskości nie chcemy przypisywać, jak choćby prorok Eliasz wskrzeszający syna wdowy z Sarepty (1 Krl 17, 8-24). Nie można też tracić sprzed oczu szerszego kontekstu historycznego: dla ówczesnych opisywanie cudów było sposobem na podkreślenie wyjątkowego statusu tego, kto je czynił. Jeszcze dużo później wierzono, że cudów np. uzdrowienia mogą dokonywać królowie, jako Boży pomazańcy. Często przeciw pierwszym chrześcijanom używano przykładu żyjącego w pierwszym wieku filozofa Apoloniusza z Tiany, który według zapisów miał dokonywać cudów i znaków bardzo podobnych do tych, których na kartach Ewangelii dokonuje Jezus. Powtórzmy: to wszystko nie znaczy, że autorzy opowieści o Jezusie chcieli nami manipulować czy nam cokolwiek wmówić. Takie stawianie sprawy jest zupełnie ahistorycznym postrzeganiem ich postaw według naszych współczesnych kryteriów. Chodzi o to, że opisywane przez nich cuda mają wskazywać na sens ewangelicznego przekazu.

Bo w swojej odpowiedzi uczniom Jana, Jezus nie chce przecież dać do zrozumienia: „no pewnie, że jestem Mesjaszem, chyba mogliście się domyślić, skoro umiem czynić cuda”. Mówi: popatrzcie, oto tu i teraz spełniają się mesjańskie proroctwa. Oto tu i teraz zaczyna się ziszczać Królestwo Boże, w którym nie będzie głodu - więc Jezus rozmnaża chleb, w którym nie będzie chorób - więc Jezus uzdrawia, w którym nie będzie śmierci - więc Jezus wskrzesza zmarłych.

A my? Idziemy za Jezusem, żeby zrozumieć sens jego znaków, czy dlatego, że posmakował nam chleb, który nam rozmnożył? (J 6, 1-15). Jezus na kartach Ewangelii często dokonuje cudów jakby niechętnie. Wie, że inaczej nie uwierzymy (por. J 6, 36; J. 12, 37). Po rozmnożeniu chleba mówi tłumom: „Szukacie Mnie nie dlatego, żeście widzieli znaki, ale dlatego, żeście jedli chleb do sytości. Troszczcie się nie o ten pokarm, który ginie, ale o ten, który trwa na wieki, a który da wam Syn Człowieczy” (J 6, 26-27).

Nie rozmnożony chleb ma tu być przedmiotem naszej troski, lecz sens opowieści o rozmnożeniu chleba. „Jam jest chleb życia”, mówi w niej Mistrz (J 6, 35).

Cuda Jezusa to nie wyzwanie rzucane przez chrześcijaństwo w twarz nauce. To wezwanie chrześcijan do ucieleśniania Królestwa Bożego na ziemi, tu i teraz. Jeśli pójdziemy w ślady Mistrza i sprawimy, że choć jeden człowiek przestanie być głodny czy dozna ulgi w chorobie - czy nie będzie to prawdziwy cud?

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz