Reklama

Mechanizmy sumienia

Mechanizmy sumienia

10.10.2016
Codziennie znajdujemy się w licznych sytuacjach gdzie możemy zachować się dobrze lub źle.
N. Lytras, Antygona i zmarły Polinik (WIkiArt.org)
S

Słysząc szykany lub obraźliwe dowcipy na temat Żydów musimy zdecydować czy zareagować i napiętnować to zachowanie czy dla przysłowiowego „świętego spokoju” odpuścić. Zapomniawszy skasować biletu możemy albo poddać się karze, albo wykłócać z kontrolerem by w końcu zaproponować mu „inne załatwienie problemu”. Możemy zrezygnować z przyjemności by przysiąść do nauki przed nadchodzącym egzaminem albo stwierdzić, że „może jakoś uda się znowu prześlizgnąć”. Odpowiedzi tych udzielamy za każdym razem w własnym sumieniu. Podejmijmy dziś rozważania właśnie nad tym organem duszy – wykorzystując zarówno teologiczną, jak i naukową wiedzę o człowieku.

 

Katechizm Kościoła Katolickiego mówi nam jasno, że „W głębi sumienia człowiek odkrywa prawo, którego sam sobie nie nakłada, lecz któremu winien być posłuszny”(KKK 1776). Przez słowo „człowiek” powinniśmy w tym wypadku rozumieć każdego z nas – wszyscy mamy sumienie. Katechizm podkreśla również, że sumienie nie tworzy prawa, ale je odkrywa czy też odczytuje. Pierwszym źródłem prawa jest oczywiście Dziesięć Przykazań. Sumienie nie jest tylko „detektorem” niezgodności postępowania z Bożym Prawem, niczym wykrywacz metalu, który reaguje na gwóźdź lub puszkę. Sumienie kojarzy się nam z cichym, wewnętrznym głosem. To jednak tylko jego przejaw. Teologia poucza, że sumienie to miejsce spotkania człowieka z Bogiem. Dobitnie podkreśla to Jan Paweł II w encyklice Veritatis splendor: „sumienie to sanktuarium człowieka, gdzie przebywa on sam z Bogiem, którego głos w jego wnętrzu rozbrzmiewa” (VS 55). Sumienie nie jest automatem – człowiek dzięki wolnej woli może łamać prawo, oddalając się od Boga. Jeśli nasze sumienie działa jednak prawidłowo odczuwamy „wyrzuty sumienia”. Może jednak działać nieprawidłowo.

 

Sumienie może być zbyt skrupulatne – wówczas widzi zło tam, gdzie w rzeczywistości go nie ma, albo postrzega grzech lekki jako ciężkie przewinienie przeciw Prawu Bożemu. Pięknie o tym pisał ks. prof. Józef Tischner „Przypomnijmy sobie chwile, w których nam samym wydawało się, że nasza wina sięga wręcz kosmicznych rozmiarów, chociaż w gruncie rzeczy nie chodziło wcale o grzech, ale o pokusę, na przykład mimowolną myśl nieczystą, czy też zwykłe zapomnienie, na przykład o piątkowym poście. A jednak byliśmy mylnie przekonani, że zgrzeszyliśmy, i to ciężko. Odzywało się wtedy w nas sumienie fałszywe, sumienie skrupulackie”.

 

Sumienie może być jednak zbyt wąskie, zbyt liberalne. Oddajmy znowu głos ks. Tischnerowi „Orzeka ono, że nie ma grzechu tam, gdzie grzech obiektywnie jest, lub widzi grzech lekki tam, gdzie obiektywnie mamy do czynienia z ciężkim przewinieniem. Sumienie szerokie, praktycznie biorąc, nie spełnia swej roli albo spełnia ją tylko w ograniczonym zakresie. Granice dobra i zła są tu ujmowane tak niewyraźnie i tak płynnie, że praktycznie dla wszystkiego. cokolwiek człowiek robi, potrafi sobie znaleźć usprawiedliwienie.  Przykładów szerokiego sumienia mamy wokół nas bez liku. Kto z nas i jak spowiada się z zaniedbywania, obowiązków rodzinnych, społecznych, zawodowych? Kto poczuwa się do naprawienia wyrządzonej szkody, odwołania rzuconego na bliźniego oszczerstwa? Nasze grzechy szerokiego sumienia powodują ogromne szkody społeczne, są właściwą przyczyną wielu społecznych plag”. Obydwie aberracje pokazują nam znowu, że sumienie to nie automat. Stale powinniśmy dbać o jego kondycje, otwierając się na to, co mówią nam zarówno Bóg, jak i nasi bliźni.

 

Poeta i humanista Zbigniew Herbert wiązał sumienie ze smakiem,który to – nawiązując do antycznej idei kalokagatii – łączy dobro i piękno. Jego zdaniem godziwe postępowanie to „sprawa smaku, tak smaku, w którym są włókna duszy i chrząstki sumienia”. Herbertowski smak jest mieszaniną – jak powiedzą psychologowie i neurobiologowie – czynników poznawczych oraz afektywnych. Albo inaczej: jest to ocena, w której trudno jest rozróżnić wiedzę od emocji. W naszych codziennych wyborach nie jesteśmy czystym intelektem. Przeżywamy nasze życie, w każdym momencie znajdując się w jakimś nastroju, na którego jakby tle pojawiają się pozytywne – na radość – lub negatywne emocje – choćby smutek.

 

Czasem przeżywamy silne emocje, które trudno jest określić jednoznacznie. Mówimy wówczas np., że odczuwamy niepokój. Według współczesnej nauki to właśnie emocje zdają się być bramą do sumienia. Gdy kiedyś odpuściliśmy sobie naukę do egzaminu, którego – jak się okazało – nie zdołaliśmy zdać rozważając naukę do kolejnego odczuwamy taki właśnie niepokój. Coś mówi nam, że warto zrezygnować z przyjemności, choćby po to by poczuć się lepiej. Neurobiologowie nazywają to markerem somatycznym – stojąc w obliczu jakiejś decyzji antycypujemy jej negatywne skutki czując (jak powiada Antonio Damasio) „nieprzyjemne odczucie w trzewiach”. Nie oznacza to, że rezygnujemy z świadomego przemyślenia sytuacji, ale że coś w nas podpowiada nam co powinniśmy – albo raczej czego nie powinniśmy – zrobić. Jeśli jednak zlekceważymy marker somatyczny i znów odpuścimy naukę, niewykluczone, że po niezdanym egzaminie odczujemy wstyd albo poczucie winy. To też emocje. I to bardzo silne, o czym przekonał się chyba każdy z nas. Motywują one nas do naprawienia szkody (np. do przyłożenia się do egzaminu poprawkowego). Nie jest to kwestia tego, że wiemy, co powinniśmy zrobić, ale że to czujemy.

 

Jeszcze silniejsze emocje towarzyszą nam, gdy w grę wchodzi wyrządzenie krzywdy innej osobie. My ludzie, mamy bardzo silną skłonność do empatii. I ona, niczym Herbertowski smak jest dziwną mieszaniną emocji i rozumu. Wyobraźmy sobie, że widzimy kogoś płaczącego, kto na naszych oczach padł ofiarą szykan. Gdy z kimś empatyzujemy nie tylko wiemy, w jakiej sytuacji on czy ona się znajduje, ale też współodczuwamy. Jakby wchodzimy w jej czy jego skórę. Empatia jest bardzo silnym hamulcem przed wyrządzaniem innym krzywdy. Wyobrażamy sobie – ale nie jest to zwykłe wyobrażenie, ale wyobrażenie silnie nasycone emocjami – co czuje krzywdzony inny. Myśl o tym – jeśli tylko nasze sumienie funkcjonuje prawidłowo – powstrzymuje nas. Czujemy bowiem, że krzywdząc innego, skrzywdzilibyśmy również siebie. Naukowcy i filozofowie podkreślają jednak, że choć empatia – a także inne emocje – to osądu moralnego, może być złym przewodnikiem naszych czynów.

 

Badania pokazują, że najsilniejszą empatię odczuwamy do ludzi tej samej narodowości i koloru skóry co my sami. Empatia bywa stronnicza. A przecież przed Bogiem wszyscy jesteśmy równi. W obliczu tego, że jesteśmy braćmi w wierze wszystkie inne podziały nie powinny mieć znaczenia. Pięknie poucza o tym Pismo Święte. W Ewangelii Św. Marka czytamy: „kto pełni wolę Bożą, ten Mi jest bratem, siostrą i matką” (Mk 3, 31–35). W Liście do Galatów pada z kolei zdanie: „wszyscy bowiem jesteściekimś jednym w Chrystusie Jezusie” (Ga 3, 28). List do Filipian mówi jasno: „Nasza ojczyzna jest w niebie” (Flp 3, 20). Empatia może wieść nas na manowce również w inny sposób. Czy za każdym razem, gdy widzimy żebraka powinniśmy wyjmować portfel? Oczywiście powinniśmy pomagać potrzebującym. Jednak jeśli za każdym razem kierowalibyśmy się bezgranicznie empatią, prędzej czy później padlibyśmy ofiarą oszustwa. Zamiast wyjmować za każdym razem z portfela kilka złotych, można pomóc ludziom np. przekazując datek na Caritas.  W zdrowym sumieniu – takim, które nie jest ani zbyt skrupulackie, ani zbyt liberalne – emocje oraz empatia wchodzą w rezonans z ogólnymi  zasadami moralności, tymi, które badane są  przez teologów i filozofów. Emocje nie są tylko dodatkiem do naszego rozumu. Zdrowe sumienie bazuje na harmonii obydwu czynników – harmonia ta jest tak silna, że czasem trudno rozróżnić emocje i rozum.

 

Niektórzy twierdzą, że naukowy obraz świata sprzeczny jest z naszą wiarą i teologią. Powiadają oni, że dla nauki Wszechświat to tylko zbiór cząstek i pól, zaś człowiek to ogrom komórek sterowany przez plątaninę zwojów mózgowych, w którym nie ma miejsca na wolną wolę i sumienie. Od takiego postawienia sprawy już tylko krok do relatywizmu – nie istnieje żadne prawo moralne, a czyny które uważamy za dobre to te do których zaprogramowały nas geny, albo te, co do których umówiliśmy się, że są dobre. W rzeczywistości takie postawienie sprawy jest nieprawdzie i trudno znaleźć jakiegoś naukowca, który głosiłby właśnie takie sądy. W rzeczy samej nauka jest ślepa na to, co jest dobre, a co złe. Nie mówi niczego na temat natury moralności samej w sobie. Ma ona jednak wiele do powiedzenia jeśli chodzi o mechanizmy działania naszego „wewnętrznego głosu”.

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum
Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Dodaj komentarz

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz