Nauka i wiara – razem czy osobno?

Nauka i wiara – razem czy osobno?

29.07.2015
Dla jednych nauka i wiara od zawsze były, nadal są i na zawsze pozostaną w nieuniknionym konflikcie; dla innych ten konflikt jest pozorny i wynika jedynie z niewłaściwego rozumienia metodologii nauk oraz teologii.
Tycjan, Złożenie do grobu (1523-1526), WikiArt.org
N

Na temat wzajemnych relacji pomiędzy nauką i wiarą napisano już i powiedziano wiele. Opinie są zróżnicowane, ale wszystkich, którzy w tej dyskusji zabierają głos, zasadniczo można podzielić na dwie grupy – w zależności od tego, w jaki sposób interpretują słowo „konflikt”, które pojawia się w tym kontekście.

Dla jednych nauka i wiara od zawsze były, nadal są, i na zawsze pozostaną w nieuniknionym konflikcie; dla innych konflikt jest pozorny i wynika jedynie z niewłaściwego stosowania metodologicznych reguł charakteryzujących nauki empiryczne oraz teologię czyli dyscyplinę podejmującą rozumową refleksję nad treściami wiary. I jedni i drudzy nieco innymi argumentami uzasadniają swoje stanowiska, ale wiele wskazuje na to, że w tej dyskusji szanse nie są równe, i że ci pierwsi (konflikt jest nieunikniony) już w punkcie wyjścia mają przewagę nad tymi drugimi (konflikt jest pozorny). Fatalne błędy popełnione w przeszłości przez stronę kościelną – najbardziej jaskrawego przykładu takiego błędu dostarcza sprawa Galileusza – przyczyniły się bowiem do tego, że w świadomości społecznej utrwalił się obraz Kościoła jako instytucji, która nie jest sprzymierzeńcem, ale przeciwnikiem nauki.

To, że z błędów tych Kościół się dawno wycofał, i że dzisiaj nikt rozsądny takich błędów już w nim nie popełnia (jeśli popełnia, to raczej rozsądny nie jest), nie dla wszystkich jest oczywiste. Dla wielu obserwatorów i komentatorów życia społecznego Kościół zatrzymał się na etapie inkwizycji, która posyła na stos za samo wspomnienie o tym, że to Ziemia się kręci wokół Słońca, a nie odwrotnie. Nie jest żadną tajemnicą to, że w podtrzymywaniu i utrwalaniu tego obrazu mają dziś swój interes różne środowiska, które dbają o to, by właśnie w taki sposób Kościół nadal był postrzegany. I rzeczywiście, nawet wielu współczesnych katolików (a co dopiero ci, którzy katolikami nie są) ma dokładnie takie wyobrażenie o Kościele. W kształtowaniu tego wyobrażenia mają swój czynny udział m.in. współczesne, opiniotwórcze media, które bardzo często przekazują swoim odbiorcom – zarówno tym, którzy należą do Kościoła, jak i tym którzy omijają go szerokim łukiem – przekaz, z którego wynika, że nie można być światłym człowiekiem akceptującym to, co mówi współczesna nauka i zarazem człowiekiem wierzącym w Boga. Przekaz ten skutecznie dociera do odbiorców i utwierdza ich w przekonaniu, że tych dwóch rzeczy – nauki i wiary – nie da się ze sobą pogodzić. Statystyczny współczesny katolik zaczyna w związku z tym doświadczać frustracji, bo oto nagle dowiaduje się, że próbuje w swoim życiu godzić ze sobą coś, czego pogodzić się nie da.

Niestety, niekiedy zdarza się również i to, że przekaz ten trafia do statystycznego katolika także i z tej strony, z której najmniej można by się go spodziewać – to znaczy ze strony kościelnej. Zaniedbania pojawiają się tu zarówno na poziomie katechizacji i homiletyki – prawdy teologiczne dotyczące np. stworzenia bardzo często przekazywane są wiernym w całkowitym oderwaniu od tego, co na temat początku świata i pochodzenia człowieka mówi współczesna nauka – jak i teologii jako takiej. Adepci tej dyscypliny zdają się niekiedy zapominać o zasadzie postulowanej już przez św. Augustyna, która głosi, że interpretacja prawd wiary nie może być niezgodna z tym, co zostało ustalone na drodze dobrze potwierdzonych analiz o charakterze naukowym.

Dobrym przykładem takiej niefrasobliwości jest postawa niektórych teologów opowiadających się za teorią Inteligentnego Projektu. Koncepcja ta kwestionuje słuszność teorii ewolucji i głosi, że złożoność obserwowana w świecie przyrody nie mogła powstać na drodze naturalnych procesów ewolucyjnych sterowanych prawami biologii, chemii i fizyki, ale musiała zostać przez Stwórcę specjalnie „zaprojektowana”. Trudno nazwać taką postawę inaczej, jak tylko daleko posuniętą krótkowzrocznością. Jeśli wypełnia się Bogiem dziury w naukowej wiedzy o świecie przyrody, a późniejszy rozwój nauki dostarcza naturalnego wyjaśnienia tego, co stanowiło dziurę, to oczywiście tego typu „metoda” przynosi samej teologii więcej szkody niż pożytku: to co miało być argumentem za obecnością Boga w świecie przyrody, staje się czymś dokładnie przeciwnym.

W długiej historii teologii były już tego typu mało chwalebne epizody (metoda wyjaśniania tajemnic przyrody bezpośrednim działaniem Boga charakteryzowała np. XVIII-wieczną fizykoteologię), i ponowne powtarzanie tych samych, starych błędów z całą pewnością nie jest wskazane. A teoria Inteligentnego Projektu jest starym błędem podniesionym do kwadratu – bo w tym przypadku bezpośrednim działaniem Boga wyjaśnia się już nie to, co jest dziurą w naukowej wiedzy o świecie, ale to, co nauka sama jest w stanie skutecznie wyjaśnić. Zwolennicy tej koncepcji – nawet jeśli kieruje nimi chwalebna motywacja obrony wiary przed rzekomym zagrożeniem ze strony nauki – wyświadczają teologii niedźwiedzią przysługę.

Teoria Inteligentnego Projektu wykazuje niezwykłą żywotność i na całym świecie znajduje coraz to nowych, przekonanych wyznawców. O tym, że takowi faktycznie istnieją również w naszej ojczyźnie, mogli się przekonać jakiś czas temu czytelnicy jednego z popularnych tygodników katolickich, który w dziale poświęconym zagadnieniom naukowym opublikował tekst zawierający apologię tej teorii, wygłoszoną – jakże by inaczej – przez teologa. Co prawda, teologów opowiadających się za Inteligentnym Projektem jest stosunkowo niewielu, ale dla strony przeciwnej, która w tym przypadku bez żadnych skrupułów stosuje zasadę pars pro toto, jest to wyraźne potwierdzenie tego, że Kościół sam dystansuje się od nauki, i sam dostarcza argumentów za tym, iż nauki i wiary pogodzić się nie da.

Nie trzeba wielkiej znajomości psychologii, by domyślić się, w jaki sposób sytuacja ta wpływa na statystycznego współczesnego katolika. Jeśli i z jednej i z drugiej strony dociera do niego właśnie taki przekaz, to nic dziwnego, że ma on dzisiaj spore problemy ze zbudowaniem spójnego światopoglądu, w którym elementy naukowego i religijnego obrazu świata łączą się ze sobą w sposób bezproblemowy i niewymagający wykonywania karkołomnego przeskoku pomiędzy twierdzeniami nauki i prawdami wiary. Światopoglądu, który nie jest naznaczony piętnem duchowej schizofrenii, domagającej się egzystowania w dwóch różnych, równoległych światach.

Czy tę sytuację można zmienić? Problem z całą pewnością jest złożony i wieloaspektowy, i nie da się go w żaden łatwy sposób rozwiązać przy pomocy kilku nawet najbardziej celnych spostrzeżeń i błyskotliwych bon motów. Ale samo dostrzeżenie problemu i nazwanie go po imieniu to już połowa sukcesu. Nie od dziś wiadomo, że skuteczna terapia możliwa jest tylko wtedy, gdy chory przestanie się zarzekać, że nic mu nie dolega, i sam zauważy, że nie czuje się najlepiej.

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum
Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Komentarze

od samego początku narodzin, polecam wszystkim lekturę Obrony Sokratesa. O co był między innymi oskarżany ten filozof, o "badanie tego co daleko": czyli o uprawianie filozofii przyrody, z których to rozważań wzięła swoje korzenie nasza współczesna nauka, a zatem o sianie bezbożności, bo filozofowie przyrody woleli wyjaśnień zjawisk przyrodniczych szukać w dociekaniu i analizie, w tym matematyce, a nie w religijnym stanowisku że to co się dzieje jest wolą i dziełem bóstw. I dlatego religia i nauka nigdy się ze sobą nie zgodzą. Bo religia ustanawia fakty, musisz wpierw uwierzyć w istotę boska i zaakceptować "jej" słowa jako całkowicie wystarczające, niepodlegające dyskusji wyjaśnienie. A nauka woli sama dochodzić do swoich wniosków, obserwując, kwestionując, stawiając hipotezy, tworząc modele, analizując dane, czasem odwołując poprzednio głoszone teorie lub je modyfikując. Religia to system autorytarny, nauka autorytetów zaś nie uznaje.

Sądzę, że Kościół sam kreuje sytuację, w której postrzegany jest jako przeciwnik podejścia naukowego, nie wyjaśniając do końca, co jest alegorią, a co jest opisem rzeczywistości w księdze Genesis, czy i jak istnieli Ewa i Adam. Jak to jest z koncepcją grzechu pierworodnego. Co z odwolaniami do Adama i Ewey w teekstach liturgicznych, itp.

Dodaj komentarz

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz