Nauka jest a-teistyczna

Nauka jest a-teistyczna

10.10.2016
Czyta się kilka minut
Współcześni naukowcy często wychodzą ze swych laboratoriów pracowni i sal wykładowych do szerokiej publiczności jako autorzy książek popularnonaukowych czy artykułów prasowych.
D. Rivera, Detroit industry (WikiArt.org)
W

Wówczas przedstawiają efekty swoich prac albo problemy, z którymi aktualnie się mierzą. Nie ma w tym nic złego, wszak nauka to istotna część kultury, a społeczeństwo ma prawo, albo wręcz powinno, wiedzieć czym zajmują się finansowanie przez nie naukowcy. Zdarza się również, że uczeni – fizycy, kosmologowie, neurobiologowie czy socjologowie – wychodzą poza swoje dyscypliny, by wypowiadać się publicznie na temat globalnego ocieplenia, sprawiedliwej dystrybucji dóbr albo kwestii teologicznych i metafizycznych.

 

Łatwo jest wskazać z imienia i nazwiska wybitnych naukowców, którzy publicznie deklarują, że Bóg nie istnieje. Należą do nich choćby wybitny kosmolog Stephen Hawking, prominentny biolog ewolucyjny Richard Dawkins czy wpływowy filozof, Daniel Dennett. Z drugiej strony całkiem łatwo wskazać można naukowców, będących jednocześnie – także na płaszczyźnie publicznej – ludźmi wiary. Wymieńmy choćby kosmologa George’a Ellisa, biologa Francisco Ayalę czy filozofa Alvina Plantingę. Oczywiście z historii nauki wskazać można również autorytety naukowe – choćby Alberta Einsteina – których publiczny stosunek do religii był dość ambiwalentny.  Która grupa uczonych ma więc rację? Serce podpowiada nam, aby stanąć po stronie naukowców, będących ludźmi wiary. Ale czy głos któregoś z nich jako naukowca w kwestiach religii jest wart więcej, niż głos kogokolwiek z nas?

 

Recz w tym, że – by użyć terminologii zaproponowanej przez Ojca Profesora Józefa Marię Bocheńskiego, dominikanina, a zarazem wybitnego filozofa i logika – gdy uczony wypowiada się w ramach swojej specjalności, jest „autorytetem epistemicznym”. Rozsądnie jest wierzyć Ellisowi gdy ten mówi o przyczynowości we Wszechświecie, Ayali, gdy wypowiada się na temat genetyki, a Plantindze, gdy wygłasza poglądy z zakresu teorii wiedzy. Gdy jednak wykraczają poza dyscypliny, w których powszechnie uważani są za specjalistów, ich świadectwo nie ma większej siły, niż indywidualne świadectwo wiary każdego z nas.

 

Oczywiście działa to również w drugą stronę: Hawkingowi możemy wierzyć gdy mówi o prawach przyrody, Dawkinsowi gdy omawia kwestie interakcji genów i środowiska, a Dennettowi, gdy pisze o świadomości, ale gdy dowodzą oni nieistnienia Boga, ich głos waży dokładnie tyle, co głos każdego innego ateisty.

 

Czy nauka mówi więc o istnieniu albo nieistnieniu Pana Boga? Innymi słowy, czy jest ona teistyczna czy ateistyczna? I nie chodzi tu o indywidualne – czy to głoszone publicznie czy skrywane – poglądy poszczególnych naukowców, ale o to co mówi nauka w ogóle.  Wiele odsłon konfliktu między nauką i religią rozpoczyna się właśnie od tego pytania. Dawkins zdaje się przyjmować, że ateizm nie jest jego indywidualnym wyborem, ale zdaj się być implikowany przez współczesną naukę. I odwrotnie: Plantinga twierdzi, że nauka, która pozbywa się teistycznego fundamentu staje się ślepa na prawdę.

 

Z jednej i z drugiej strony usłyszeć można, że nauka jest naturalistyczna, a więc mówi tylko o tym, co naturalne: cząstek, pól, genów czy neuronów. Bóg, aniołowie czy nieśmiertelna dusza nie należą do porządku naturalnego, ale nadprzyrodzonego. Czy nauka – wobec tego – jest ateistyczna? Gdyby tak było, wierzący naukowcy znajdowaliby się w nie lada tarapatach: ich umysł byłby rozdwojony między wiarą w Boga, a ateistycznymi przekonaniami naukowymi.

 

Ks. Michał Heller powiada jednak, że nauka nie jest ateistyczna, ale a-teistyczna. Oczywiście kluczową rolę odgrywa tu myślnik. Ta mała kreseczka, która zupełnie zmienia znaczenie słowa. To, że nauka nie mówi nic o Boga, aniołach czy nieśmiertelnej duszy wcale nie oznacza, że twierdzi, że nie istnieją! A-teizm mówi tylko, że będąc naukowcami, powinniśmy wyjaśniać zjawiska przyrodnicze odwołując się tylko i wyłącznie do innych zjawisk przyrodniczych. Taka jest logika metody naukowej. O jej wartości świadczą sukcesy, którymi różne dyscypliny wiedzy szczycą się od czasów Newtona i Kopernika. Filozofowie mówią w zasadzie to samo rozbijając pojęcie naturalizmu na dwa pojęcia szczegółowe: naturalizm ontologiczny, który utożsamić można z ateizmem oraz naturalizm metodologiczny, który wymaga od nauki by była a-teistyczna. Każdy naukowiec ma prawo być albo naturalistą albo antynaturalistą ontologicznym w sferze indywidualnej, ale musi – jeśli nie chce postawić się poza obszarem obowiązywania metody naukowej – być naturalistą metodologicznym.

 

Czy jednak ta a-teistyczna (nie ateistyczna) nauka może powiedzieć coś o Bogu? Wielu teologów – w tym także ks. prof. Michał Heller, sam będący zarazem naukowcem, jak i teologiem – twierdzi, że cała nauka jest tzw. miejscem teologicznym (łać. locustheologicus). Rzecz w tym, że nauka odkrywa przed nami porządek świata, który gwarantowany jest przez prawa, które nim rządzą. Pokazuje ona, że mimo lokalnej irracjonalności, jaką jest np. zło wyrządzane przez człowieka swojemu bliźniemu, świat jest globalnie racjonalny i harmonijny. Ta globalna racjonalność przyrody jest czymś, co Einstein określił jako Boską myśl (The Mind of God). Jeśli miał rację, to właśnie a-teistyczna nauka daje osobom wierzącym wgląd w Boski Obszar, na który – gdyby nie ona – pozostalibyśmy ślepi. Pozwala nam lepiej zrozumieć, że „wszystko, co stworzył było dobre” (Rdz 1, 31).

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum
Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Autor przytoczył przykład Einsteina, którego stosunek do Boga był rzekomo ambiwalentny. Ambiwalencja wynika z niezrozumienia intencji wypowiedzi fizyka. Zgodzę się, że na pierwszy rzut oka wydawało się, że Einstein (przynajmniej w okresie, gdy stał się już sławny), wierzy w Boga, ale takiego bliżej nieokreślonego. To otworzyło furtkę dla spekulacji, zwłaszcza osób gorliwie łączących naukę z wiarą, co jest nonsensem, ale nie o tym piszę. Istnieją na szczęście dość precyzyjne wypowiedzi Einsteina, (który do końca życia żałował, że wypowiedział się o Bogu nie dość precyzyjnie. Zatem zacytuję jego słowa, które rozwiewają wątpliwości. List napisany po niemiecku 3 stycznia 1954 r., czyli na rok przed śmiercią, do filozofa Erika Gutkinda po przeczytaniu jego książki "Wybieraj życie: Biblijne wezwanie do buntu": "Słowo 'Bóg' jest dla mnie niczym więcej niż wyrazem i wytworem ludzkiej słabości, a Biblia zbiorem dostojnych, ale jednak prymitywnych, legend, które są ponadto dość dziecinne. Żadna interpretacja, niezależnie od tego, jak subtelna, nie może tego zmienić". I jeszcze jedna:"Oczywiście kłamstwem jest to, co pisano o moich religijnych przekonaniach i kłamstwo to jest systematycznie powtarzane. Nie wierzę w osobowego Boga i nigdy temu nie przeczyłem, przeciwnie, mówiłem o tym wyraźnie. Jeśli jest we mnie coś religijnego, to bezgraniczny podziw dla budowy świata, którą odsłania nam nasza nauka." (Z Albert Einstein, The HumanSide, red. H. Dukas i B. Hoffman, Princeton University Press, 1981).
Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz