Nie zapychajmy Panem Bogiem luk w naszej wiedzy

Nie zapychajmy Panem Bogiem luk w naszej wiedzy

10.10.2016
Czyta się kilka minut
„Jeśli trwacie w nauce mojej, jesteście prawdziwie moimi uczniami i poznacie prawdę, a prawda was wyzwoli”.
R. Magritte, Srebrna luka
W

Wszyscy pamiętamy ten poruszający fragment Ewangelii według Św. Jana (8:31, 32). Wiemy też, że jesteśmy powołani by dążyć do Prawdy Wiekuistej. Żyjemy jednak także tu i teraz, we Wszechświecie, który tak bardzo chcemy zrozumieć (choćby po to, by nie przytłaczał on nas swym ogromem). Chcemy, aby Prawda Wiekuista była spójna z wiedzą o Wszechświecie – prawdą jaką odkrywają naukowcy. Pragnienie to podzielało i podziela dziś także wiele najwybitniejszych umysłów. Nawet i one – kierując się szlachetnymi pobudkami – nieraz błądzą.

 

Nowożytna nauka zaczęła się, gdy uczeni zamiast spekulować na temat natury wszechrzeczy zrozumieli, że tajemnice przyrody należy odkrywać stopniowo. Nieodzowne w tym dziele okazało się przeprowadzanie eksperymentów i stosowanie matematyki (stąd mówi się czasem o nauce, jako zmatematyzowanym przyrodoznawstwie). „W inercjalnym układzie odniesienia, jeśli na ciało nie działa żadna siła lub siły działające równoważą się, to ciało pozostaje w spoczynku lub porusza się ruchem jednostajnym prostoliniowym” – to pierwsza zasada dynamiki (zwana również zasadą bezwładności). Pamiętamy ją ze szkoły – a przynajmniej powinniśmy pamiętać – podobnie, jak dwie pozostałe newtonowskie zasady. Sir Izaak Newton przekraczając rubikon spekulatywnej filozofii, stworzył podstawy nowożytnej fizyki, która odpowiada jakie prawa rządzą naszym kosmicznym domem – czasem i przestrzenią. Newton był też uczonym głęboko wierzącym. Chciał za wszelką cenę wykazać, że w systemie wyrażonych matematycznie praw przyrody jest wciąż miejsce dla Pana Boga. Jak próbowałtego dokonać?

 

Po pierwsze Newton przyjmował, że wszystkie masy przyciągają się. Jeśli tak, to świat powinien się dosłownie zapaść, do czego jednak nie dochodzi. Newton stwierdził, że zapadaniu świata swoją nadprzyrodzoną interwencją przeciwdziała Bóg. Newton był również przekonany, że ruchy komet powodują zakłócenia w Układzie Słonecznym. Niezgodności te korygowane są przez Boga. Możemy sobie wyobrazić, choć jest to duże uproszczenie, że według Newtona Bóg „popycha” planety, tak aby zachowywały się tak, jak przewidują to równania. Zadajmy sobie pytanie, czy sprowadzenie roli Pana Boga do części, czy też siły interweniującej w bieg planet jest słuszne. Dwa wieki później Albert Einstein wyjaśnił interesujące Newtona zjawiska bez odwoływania się do Pana Boga – Boża interwencja nie była już potrzebna, bowiem Einsteinowskie równania, biorące poprawkę na efekty relatywistyczne opisywały Wszechświat dokładniej. Co nie oznacza, że mechanika Newtona okazała się fałszywa, tyle że w skali kosmicznej jest ona zbyt mało dokładna; Newtonowskie przybliżenie w mniejszych skalach, np. przy wielkościach zbliżonych do naszych ciał jest zupełnie wystarczające).

 

Historycy i filozofowie nauki, mówią że Newton posłużył się strategią myślenia o Bogu, który zatyka lukę we wiedzy. Po angielsku mówi się o „God of the gaps”, co dosłownie można przetłumaczyć jako „Bóg luk”. Dzięki Einsteinowi wiemy, że nie potrzeba wcale Pana Boga by wyjaśnić ruchy planet. Z punktu widzenia metodologii nauk Newton popełnił błąd. Jedną z kluczowych cech nauki jest jej samowystarczalność. Wyjaśnienia naukowe mogą odwoływać się tylko do zjawisk naturalnych. Niezależnie od tego czy Bóg istnieje czy nie, nauka nie może sprowadzać go do roli jednego z ogniw teorii naukowej. Naukowcy i filozofowie określają to mianem naturalizmu metodologicznego.

 

Nie tylko Newton wpadł w pułapkę zatykania Bożymi działaniami luk teorii naukowej. Także i inni uczeni, chcąc nieraz dać wyraz swej głębokiej wierze albo po prostu nie potrafiąc przyznać się do ograniczeń własnych teorii, świadomie lub nie, przekroczyli wysługując się Panem Bogiem granice nauki. Przykładów podać można wiele, ograniczmy się tylko do kilku. Jednym z nich jest spór o powstanie życia na Ziemi. Wielu filozofów i uczonych, określanych mianem „witalistów”, podkreślało, że gdyby nie nadprzyrodzone siły witalne życie na naszej planecie nie mogłoby się pojawić. Nie brakowało głosów, że skostniała Ziemia mogła zapełnić się życiem tylko dzięki Boskiemu tchnieniu. Jednak rozwijana w XX i w XXI wieku biologia molekularna wspomagana m.in. przez termodynamikę nieliniową wykazała, że chcąc wyjaśnić powstanie na Ziemi życia nie trzeba odwoływać się do nadprzyrodzonych sił witalnych „kiełkujących” w materii nieożywionej. Pozostając przy kwestiach związanych z Życiem, w pułapkę Boga luk wpadają dziś zwolennicy tzw. Inteligentnego Projektu, czyli odmiany kreacjonizmu. Twierdzą oni, że darwinowski mechanizm doboru naturalnego i przypadkowych mutacji nie jest w stanie wyjaśnić różnorodności i złożoności obserwowanej w świecie przyrody. Podkreślają oni, że ewolucja musi być jakoś sterowana przez Inteligentnego Projektanta. Biologowie ewolucyjni prześcigają się jednak w zbijaniu kolejnych argumentów kreacjonistów – a argumenty te odwołują się zwykle do struktur biologicznych, które rzekomo nie mogłyby wyewoluować bez Bożej interwencji.

 

Bez wątpienia witaliści i zwolennicy Inteligentnego Projektu popełniają błąd naukowy. Szkodzą również naszej wierze. Bóg traktowany jest przez nich instrumentalnie – nie jest to Bóg, przed którym można tańczyć i śpiewać, modlić się do niego i wyczekiwać jego wsparcia – ale tylko element teorii, która pretenduje do bycia naukową. Historia nauki poucza nas, że ewoluuje nie tylko życie, ale także sama nauka. Teorie naukowe powstają i giną, gdy tylko pojawią się ich lepsze następczynie. Czasem jest tak, że nowa teoria jakby „wchłania” poprzednią – wyjaśnia to samo co ona, ale także jeszcze więcej. Gdy Bóg traktowany jest tylko jako element teorii, utrzymujący stabilność Układu Słonecznego jak u Newtona, wraz z powstaniem nowej teorii odchodzi także i on. A Bóg przecież istnieje niezależnie od tego czy uczeni mówią o nim w swoich teoriach czy nie. 

 

Prawda, którą proponują nam myśliciele zatykający Panem Bogiem luki w naszej wiedzy nie ma wiele wspólnego z Prawdą, która wyzwala. Jest to raczej fałsz, który zniewala umysły drogą na skróty. Świadectwo, jakie dają nam wierzący naukowcy, tacy jak np. ks. prof. Michał Heller, pokazuje jasno, że wysiłek ten warto podjąć. I pomyślmy o jeszcze jednym. Czy drugie przykazanie naszgo Dekalogu „Nie będziesz brał imienia Pana Boga twego nadaremno” wprost nie zabrania nam traktować Boga instrumentalnie, także w naszych wysiłkach zmierzających do zrozumienia świata?

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Uwaga! Przypominamy o ciszy wyborczej. Trwa ona od północy z 10 na 11 lipca do momentu zakończenia głosowania w wyborach prezydenckich 12 lipca. W tym czasie nie wolno prowadzić agitacji wyborczej, również w internecie. Za złamanie zakazu agitacji grozi kara grzywny.

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz