Niemy więzień czaszki

Niemy więzień czaszki

19.01.2015
Czyta się kilka minut
Czy pacjenci po operacji rozdzielenia półkul mózgu mają dwie dusze? Rozszczepione mózgi kryją wiele zagadek: naukowych i teologicznych.
Fot. Tim Macpherson / GETTY IMAGES
C

Co sądzić o mężczyźnie, który już zamierzał przytulić żonę jedną ręką, gdy nagle odkrył, że druga ręka zadała jej cios bokserskim hakiem? Albo o kobiecie, która twierdziła, że kiedy jedną ręką wybierała upatrzoną sukienkę, po chwili orientowała się, że drugą ręką pochwyciła całkiem inny strój? Może być jeszcze dramatyczniej: pewien mężczyzna bał się zapaść w sen, ponieważ nie dawała mu spokoju myśl, iż zbuntowana ręka będzie chciała go udusić. Co lub kto w nim chciał tego dokonać, a kto się przed tym bronił? Kto tu rządzi?

Zagadkowy syndrom

Owe „dziwaczne” zachowania, w których lewa ręka (kontrolowana przez prawą stronę mózgu) zaczyna zachowywać się niezależnie od woli człowieka zupełnie jak obca kończyna, są objawem „syndromu roz- szczepienia” u osób po tzw. komisurotomii, czyli chirurgicznym odcięciu spoidła wielkiego łączącego obie półkule mózgu, żeby złagodzić objawy padaczki. W medycynie tę przypadłość nazwano „syndromem doktora Strangelove” (w nawiązaniu do sceny z filmu pod tym tytułem, w której jedna ręka walczyła z drugą). Rozszczepiony mózg kryje w sobie jednak więcej zagadek. Badani pacjenci byli proszeni o to, aby skupić się na kropce wyświetlonej pośrodku ekranu. Po prawej albo po lewej stronie ekranu pojawiały się przez moment słowa i obrazy. Kiedy wyświetlane były po prawej stronie, pacjenci z łatwością je identyfikowali. Kiedy jednak pojawiały się po stronie lewej, twierdzili, że nic nie widzieli. Jednak w jakiś sposób je rejestrowali, ponieważ gdy proszono ich, aby lewą ręką narysowali jakiś przedmiot, to rysowali to, co wyświetlane było na ekranie, cały czas jednak zaprzeczając, że coś takiego widzieli. Potrafili również lewą ręką manipulować tym przedmiotem.

W 1981 r. dr Roger W. Sperry z Kalifornijskiego Instytutu Technologicznego otrzymał nagrodę Nobla za wykazanie, że półkule mózgowe nie są swoimi wiernymi kopiami, ale spełniają różne funkcje. Udowodnił, że w przypadku rozszczepionego mózgu pod jedną czaszką mogą istnieć dwa ośrodki woli, czasami walczące ze sobą o panowanie nad ciałem. Na podstawie prowadzonych badań doszedł do wniosku, że „każda półkula mózgowa jest w istocie osobną jednostką świadomości, postrzegającą otoczenie, myślącą, pamiętającą, wyciągającą wnioski, mającą własne pragnienia i uczucia, wszystko to na charakterystycznym dla ludzi poziomie, co więcej... w obu półkulach mózgowych, lewej i prawej, procesy świadomości mogą jednocześnie przebiegać w odmienny, a nawet wzajemnie sprzeczny sposób, dając w efekcie dwa równoległe tory rozwoju umysłowego”.

Oznacza to, że obie półkule mogą mieć nie tylko różne chęci (motywacje), ale nawet różne przekonania.

Z lewa na prawo

Odkrycia Sperry’ego zainicjowały szereg badań nad sposobem komunikowania się oddzielnie z każdą półkulą, bez informowania drugiej. Przoduje w nich były uczeń Sperry’ego, wybitny neuropsycholog eksperymentalny Michael Gazzaniga z Uniwersytetu Kalifornijskiego w Santa Barbara.

Prowadził on badania polegające na zakładaniu uczestnikom eksperymentu specjalnych okularów, na których powierzchni wyświetlane były pytania oddzielnie dla każdego oka, a więc osobno dla każdej półkuli. O ile w ten sposób łatwo sformułować pytanie osobno dla jednej i drugiej półkuli, o tyle dużo trudniej uzyskać odpowiedź osobno od każdej z nich. Ponieważ prawa półkula nie mówi (ośrodki mowy zlokalizowane są wyłącznie po lewej stronie), chcąc się przekonać, co ona myśli, Gazzaniga zaprojektował eksperyment, w którym prawa (niema) półkula mózgowa może „mówić” za pomocą liter do gry w scrabble. Zaczynał od pytania lewej strony, co zamierza robić po ukończeniu szkoły. Pacjent odpowiadał, że planuje zostać rysownikiem. Okazało się jednak, że gdy to samo pytanie otrzymała prawa (niema) półkula, pacjent ułożył z literek odpowiedź: „kierowcą wyścigowym”. Dominująca lewa półkula nie miała pojęcia, że prawa strona skrywała przed nią zupełnie inne plany na przyszłość.

Inny pacjent, zapytany, czy jest wierzący, czy też nie, odparł, iż jest ateistą, podczas gdy prawa półkula zadeklarowała przynależność do grona osób wierzących. Znany neurolog Vilayanur S. Ramachandran, który go leczył, zastanawiał się: „jeśli ten pacjent umrze, to czy jedna jego półkula pójdzie do nieba, a druga do piekła? Ja nie podejmuję się odpowiedzi na to pytanie”.

Rita Carter, autorka popularnonaukowych książek o mózgu, sugeruje, że możliwe implikacje tego typu eksperymentów są zadziwiające. „Trudno oprzeć się wrażeniu, że wszyscy możemy nosić pod czaszką niemego więźnia, który ma własną osobowość, własne dążenia i samoświadomość całkowicie odmienną od znanej nam na co dzień istoty, którą w naszym mniemaniu jesteśmy”.

Jakie jest ja

Wbrew oczekiwaniom, obserwowane w życiu codziennym zachowania ludzi z rozdwojonym mózgiem nie odbiegają od powszechnych zachowań innych osób. Jak jest możliwe, pomimo rozdwojenia mózgu, subiektywne poczucie jedności jaźni? Józef Bremer, krakowski kognitywista, podkreśla, że od strony logicznej istnieją dwie odpowiedzi na to pytanie. Pierwsza głosi, że podkorowa integracja zachowań zachodzi w o wiele większym stopniu, niż się to powszechnie przyjmuje, tak że w końcu obydwie półkule otrzymują te same sensoryczne dane wejściowe, a dane wyjściowe są w jakiś sposób integrowane podkorowo. Druga utrzymuje, że tylko jedna półkula kontroluje zachowania, stąd rozdwojenie półkul nie ma w tym wypadku znaczenia. Jego zdaniem, „każda z tych dwóch logicznych możliwości wymaga dalszej konfrontacji, poprzez odpowiednie eksperymenty, z rzeczywistością dostępną w badaniach neurobiologicznych”.

Bremer uważa, że „przecięcie corpus callosum albo uszkodzenie innych części mózgu nie niweluje świadomości bycia sobą”. Mózg może być w poważnym stopniu uszkodzony (przecięte spoidła), ale nadal będziemy mieli poczucie bycia tym samym sobą, bowiem korelat naszego poczucia jaźni jest rozproszony w sieciach neuronowych w obydwu półkulach. Podkreśla więc, że „przy badaniu zależności między tożsamością i jednością osoby a jej materialnymi korelatami należy uwzględnić całe ciało osoby, a nie tylko mózg”.

Czy to oznacza uwzględnienie duszy, czy wyłącznie dalsze badania nad tym, w jakim stopniu także prawa półkula wykonuje integracyjne czynności interpretacyjne, gdy chodzi o dwuznaczności postrzegania wizualno-przestrzennego?

Eksperyment myślowy

Brytyjski filozof religii Richard Swinburn uważa, że odpowiedź jest tylko jedna. Postulowanie duszy jest konieczne do wyjaśnienia zarówno istnienia świadomości, jak i tożsamości osobowej. Opierając się na wynikach badań Sperry’ego i Gazzanigi, sugerujących, że każda półkula mózgu może funkcjonować jako odrębne centrum świadomości, proponuje następujący eksperyment myślowy. Co by się stało, gdyby było możliwe – dzięki rozwojowi technologicznemu – rozszczepienie mózgu w taki sposób, że obie półkule zachowałyby wszystkie wspomnienia i cechy osobowościowe takiego pacjenta, bez jakiegokolwiek uszczerbku? W wyniku takiego zabiegu lekarz każdą z nich umieszcza w ciałach dwóch innych osób, które w wyniku nieszczęśliwych wypadków całkowicie straciły mózgi, ale których ciała utrzymano przy życiu. Załóżmy, że to ja byłem pacjentem, któremu rozdwojono mózg. Po operacji obaj budzą się z narkozy i twierdzą, że są mną. Każdy z nich tak samo dobrze pamięta moją przeszłość, i obaj mają identyczne osobowości.

Pojawia się więc pytanie, czy któryś z nich, a może żaden, jest mną?

Na to pytanie istnieją cztery możliwe odpowiedzi: obaj, żaden, z lewą półkulą (L), z prawą półkulą (P). Większość filozofów zgadza się co do tego, że obaj nie mogą być mną. To łatwo uzasadnić – jeśli obaj są mną, to obaj muszą być tą samą osobą; ale oczywiście tak nie jest. Jeśli jeden by zginął, drugi wciąż żyje; jeśli jeden idzie do sklepu, drugi może siedzieć w domu itp. Obaj mają różne doświadczenia i zdobywają różne wspomnienia. Bez względu na to, jak na nich patrzymy, nie mogą być mną. Kontrowersji nie budzi również odrzucenie możliwości, że tylko któryś z nich (L lub P) jest mną. Skoro obaj mają równe prawa do twierdzenia, że są mną, to żaden nie ma ich bardziej. Stwierdzenie, że tylko jeden z nich jest mną, byłoby arbitralne, a nie logiczne. W takim przypadku większość filozofów optuje za rozwiązaniem, że żaden z nich nie jest mną.

Swinburn uważa jednak, że jeden z nich musi być mną. Twierdzi, że w przypadku chirurgicznego odcięcia spoidła wielkiego znamy wszystkie fakty dotyczące tego, co dzieje się z osobą, nie wiemy jednak na ich podstawie, czy któraś z nich, czy obie są teraz mną. Ani osoba L, ani osoba P nie są w stanie tego rozstrzygnąć, ponieważ obie twierdzą, że są mną; a obie nie mogą mieć racji. Zdaniem Swinburna jedna z nich musi być mną, tylko nie wiemy, która. A skoro odpowiedź nie jest uzależniona od faktów fizycznych, musi być określona przez jakieś fakty niefizyczne. Aby spełnić to kryterium, musimy posiadać jakieś niefizyczne cechy, które odpowiedzialne są za naszą tożsamość. Musimy więc mieć duszę.

Brytyjski filozof podkreśla: „moja argumentacja oparta jest na tym, iż wiedza o tym, co się stało z ciałem osoby i jej częściami, nie dostarcza samoczynnie wiedzy dotyczącej tego, co stało się z osobą, a więc te osoby nie są tym samym, czym ich ciała”. Skoro opis świata sprowadzający wszystko do fizyczności nie wystarcza do opisu jego złożoności, to – zdaniem Swinburna – wymaga uwzględnienia czegoś jeszcze. A to, w przypadku świadomości i tożsamości osobowej, zwykło się określać duszą.

Związane ręce

Argumentacja Swinburna oparta jest jednak na wątpliwych przesłankach. Po pierwsze, na powtórzeniu błędu kategorialnego zidentyfikowanego przez Gilberta Ryle’a. Z faktu, że opis osoby sprowadzający ją do fizyczności nie jest całościowym opisem jej funkcjonowania, nie wynika, że człowiek musi się składać z niefizycznych części. Można twierdzić, że całościowe ujęcie rzeczywistości jest czymś więcej niż tylko fizycznym opisem zmian jej „części”. Krytyk argumentacji Swinburna, filozof Julian Baggini, podkreśla, że w podobny sposób myślimy np. o piłce nożnej. Właściwe wyjaśnienie tej gry nie polega na wytłumaczeniu zmiany ruchu piłkarzy. Przy minimalnej znajomości zasad nią rządzących, taki opis mógłby pomóc w domyśleniu się, o co w niej chodzi, ale z takiego opisu nie wynikałoby, że jest to sport mający określone zasady i pewne wyniki. Jako osoby jesteśmy czymś więcej niż sumą naszych części, ale nie dlatego, że jest jeszcze jakaś inna, pochodząca z innej rzeczywistości, część nas samych. Nie jesteśmy niczym więcej niż naszymi częściami, ale jesteśmy czymś więcej niż ich sumą.

Ponadto, wiedza o tym, co stało się z ciałem i jego częściami, może dostarczyć wystarczającej wiedzy na temat tego, co się stało z osobą. Bo z faktu, że jesteśmy czymś więcej niż swoimi ciałami, nie wynika istnienie niematerialnej duszy.

Swinburn podkreśla, że funkcjonujący mózg i ciało są konieczne dla świadomości – przynajmniej w przypadku człowieka na ziemi – ale zakładając istnienie duszy, odrzuca on fakt, że jeśli mamy do czynienia z wystarczająco złożonym mózgiem i ciałem, to pojawi się świadomość. Odrzuca więc stanowisko, które twierdzi, że mózgi i ciała są wystarczającym i koniecznym warunkiem pojawienia się świadomości: bez nich nie możesz myśleć i czuć, z nimi – tak długo, jak funkcjonują poprawnie – nie możesz nie mieć myśli i uczuć. Swinburn twierdzi, że system nerwowy bez wpływu duszy nie jest w stanie wytworzyć świadomości, i uważa, że dusza bez funkcjonującego mózgu nie będzie działała – nie będzie świadomych aktów. Utrzymuje jednak, że dusza nadal będzie istniała.

Z takiej przesłanki wynika jednak kuriozalny wniosek dotyczący Boga. Gdyby udało się „stworzyć” syntetycznego człowieka, albo komputer na tyle złożony, że miałby świadomość, z konieczności każde z nich musiałoby mieć duszę. Swinburn nie potrafi jednak wytłumaczyć, jak by się to działo. Czy taka dusza byłaby wynikiem samoistnego działania tak złożonego układu, czy wynikiem interwencji Boga, który miałby jednak „związane ręce”? Tak czy inaczej, musiałby wyrazić swoją zgodę na pojawienie się duszy, za każdym razem, kiedy „system” posiadałby świadomość. Swinburn uważa bowiem, że „jeśli jest Bóg, to ma cel w tworzeniu świadomych bytów”.

Dusza czy jaźń

Badania nad rozszczepionym mózgiem zmuszają do przemyślenia tego, co rozumiemy przez pojęcie „świadomość”, skoro można ją rozszczepić. I jak określić wzajemne relacje między świadomością a „osobowością” i „samoświadomością”? Z faktu, że nie potrafimy podać prostej odpowiedzi na pytanie o tożsamość „ja” w przypadku rozszczepionego mózgu nie wynika, że rozwiązaniem „zagadki” jest dusza.

Nie wynika jednak z tego, że jej nie ma. Zdaniem Bremera, eksperymenty z rozdwojonym mózgiem nie udzielają jednoznacznej odpowiedzi na interesujące z filozoficznego punktu widzenia pytanie o tożsamość naszej jaźni czy pytania typu: gdzie jest zlokalizowana świadomość? Czy jest ona podzielna tak, jak podzielny jest mózg? Co przy takim podziale dzieje się z subiektywnością świadomości? Jak rozumieć potocznie ujmowaną jedność świadomości? Potwierdzają istnienie dwóch różnych systemów uwagi w dwóch półkulach – chociaż i to stwierdzenie wzbudza kontrowersje, gdy chodzi o kwestię, czy uwaga – zwłaszcza przestrzenna – zostaje podzielona, gdy mózg zostaje rozdwojony.

Po przecięciu spoidła wielkiego mamy do czynienia ze swoiście nowym, nieznanym mózgiem. Tego rodzaju mózg funkcjonuje i zachowuje się inaczej niż normalny mózg i jest tym samym trudniejszy do naukowego badania.
Dylemat Ramachandrana będzie miał rozwiązanie, bo to nie pacjent, tylko osoba dokona ostatecznego wyboru w chwili śmierci. Ale o duszę jest sens pytać tylko wtedy, kiedy wierzy się w Boga. „Swinburnowa dusza” ma więcej wpólnego z Kartezjuszem niż z Tomaszem z Akwinu. Wciąż jednak nie wiemy, czy świadomość i dusza to jedno i to samo. I nie dowiemy się, dopóki nie umrzemy. ©℗

Artykuł powstał w ramach realizowanego przez Centrum Kopernika Badań Interdyscyplinarnych projektu „Science for Ministry in Poland”, sponsorowanego przez Fundację Johna Templetona. Wszystkie teksty z cyklu „Nauka i religia” czytaj w serwisie www.NaukaiReligia.pl

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Jezuita, teolog, psychoterapeuta, publicysta, doktor psychologii. Prorektor Akademii „Ignatianum” w Krakowie, gdzie jest także adiunktem w Instytucie Psychologii. Członek redakcji „...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Nie będę odnosił się do definicji czym jest dusza, ponieważ temat, który wywołał o.Prusak odnosi się jednak do problemu tożsamości osoby a nie definicji duszy. Wynika to z neurobiologicznych przyczyn zaistniałej sytuacji rozdziału półkul mózgowych. Krytyka stanowiska Swinburna jest na tyle łatwa, że nie wnosi niczego ciekawego do problemu podziału osobowości. Można by ją pominąć. Nie ma manicheizmu półkul mózgowych. Natomiast odpowiedź na pytanie gdzie ulokuje się pierwotna osobowość po podziale fizycznym mogłaby znaleźć odpowiedź w stanowisku, że... nigdzie, bowiem dojdzie do wykształcenia nowych osobowości, po ewolucji w kontakcie z nową rzeczywistością. Błędem jest poszukiwanie opisów z zewnątrz, można oczekiwać odpowiedzi od pacjenta. W przypadku nowego ciała obie półkule sa postawione w nowej, obcej sytuacji, które są dwie, bo mamy dwa nowe ciała. W przypadku utraty pamięci, mamy już zupełnie obcą dla tozsamości osoby sytuację, nawet bez przecięcia spoidła. Jeżeli warunkiem poczucia tożsamości jest nie tylko aktualna jedność sensoryczna ale głównie jedność historyczna, to w momencie przebudzenia się ze śpiączki lub po operacji przecięcia, mamy do czynienia z gwałtownym rozszczepieniem się historii. To prowadzi do wykształcenia dwóch NOWYCH osobowości. Sytuacja z utratą pamięci jest szczególnie klarowna. Mózg nie jest podzielony (lub raczej fragmentacja jest subtelna), a brak kontaktu z poprzednią osobowością. Tożsamość osoby nie jest ponadczasowa, bowiem ulega ewolucji, ja nie jestem teraz taki sam gdy byłem dzieckiem, a na starość być moze czeka mnie utrata mojej obecnej osobowości w wyniku choroby Alzheimera. Nie wymagajmy od Boga, żeby musiał na nowo, co rusz, wszczepiać mi aktualny update do duszy. Problem podziału duszy, czy też automatyzmu pojawiania się dodatkowej to sofizmaty dla wyznawców reinkarnacji, dla Wszechmogacego to chyba nie trudne. My doświadczamy nie jedności ale walki duchowej. Osobowość może ulegać rozszczepieniu i przebywać w jednym ciele, tak jak i można ją utracić. Może też ulec transformacji, tak jak św. Paweł stał się pod Damaszkiem "nowym człowiekiem w Chrystusie". Czy musiał otrzymać nową duszę?

"My doświadczamy nie jedności ale walki duchowej. Osobowość może ulegać rozszczepieniu i przebywać w jednym ciele, tak jak i można ją utracić. Może też ulec transformacji, tak jak św. Paweł stał się pod Damaszkiem "nowym człowiekiem w Chrystusie". Czy musiał otrzymać nową duszę?" Muszę przyznać Panu rację w kwestii walki duchowej i braku(może nie tyle braku dosłownie, co pewnej niedoskonałości) jedności psychofizycznej. Ale Jezus powiedział: "Ja i Ojciec jedno jesteśmy'. Wielu, zwłaszcza agnostyków przypisywało Jezusowi schizofrenię. Może coś w tym jest. Owa transformacja, czy metanoja 'przyobleczenie się w nowego człowieka' jest bowiem nowym Tchnieniem, mocą Ducha Św. Przychodzi mi do głowy kilka koncepcji, w tym zaczerpniętych z teologii, ale wpierw jestem ciekawa innych odpowiedzi na Pana komentarz. Interesująca jest również kwestia ciągłości zdarzeń w aspekcie pamięci historycznej. Biorąc pod uwagę fakt wpływu historii na dzieje przyszłych pokoleń byłby to przełom. Obecnie młodzież niekoniecznie chce pamiętać zdarzenia o których pokolenie 50,60-latków coraz chętniej mówi i upomina się o pamięci dlań.

Godzien jeszcze uwagi byłby fragment z Listu do Efezjan w którym Paweł mówi o sobie:"... Ja, więzień w Panu"

Zdaniem Autora: "Gdyby udało się "stworzyć" syntetycznego człowieka, albo komputer na tyle złożony, że miałby świadomość, z konieczności każde z nich musiałoby mieć duszę. Swinburn nie potrafi jednak wytłumaczyć, jak by się to działo." Moim zdaniem Swinburn nie musi tego tłumaczyć. Pytanie do Autora nr 1: Które z aut jest bardziej inteligentne: Fiat 126P czy też najnowszy, nafaszerowany elektroniką i techniką komputerową model Mercedesa ? Moim zdaniem oba auta są tak samo inteligentne ponieważ oba nie są w ogóle inteligentne. Pytanie do Autora nr 2: Który z komputerów jest bardziej inteligentny: Sinclair ZX z lat osiemdziesiątych ubiegłego wieku czy też najnowszy IBM, który ogrywa w szachy mistrzów świata ? Moim zdaniem żaden z nich nie posiada takiej cechy, którą nazywamy inteligencją. Tak zwana sztuczna inteligencja nie ma absolutnie nic wspólnego z inteligencją rzeczywistą. Komputery działają zgodnie z algorytmami napisanymi przez programistów. O ile mi wiadomo żaden programista nie ma pomysłu na to jak napisać algorytm na jaźń. O przepraszam, jest taki jeden. Może ksiądz Prusak domyśla się kto to taki. Póki co możemy jedynie mówić o inteligencji twórców Małego Fiata, Mercedesa, Sinclaira albo IBM-a. Ojciec Prusak doszedł do kuriozalnego wniosku ponieważ przyjął kuriozalne założenie.

Swinburn nie musi tego tłumaczyć tylko w kartezjańskim świecie - maszynie, w którym Fiaty 126 p są rozciągłymi substancjami a ludzie - inteligentnymi substancjami, bez względu zresztą na ich rzeczywistą inteligencję. Jak ktoś nie przyjmuje przesłanki ("Gdyby udało się stworzyć syntetycznego człowieka") nie ma racji by się wypowiadać o wnioskach. Założenie, że inteligencja zakłada rozumienie a zatem znaczenie nie dające się sprowadzić do algorytmów jest wątpliwe. Można rozumować odwrotnie. Co jest do ROZUMIENIA w świecie? Wygląda na to, że w świecie nie bardzo jest co rozumieć w naszym sensie tego słowa. My nawzajem się rozumiemy ale świata nie rozumiemy tylko antropomorfizujemy go, jakby świat był społecznym działczem. "Rozumienie" może być "skrótem" stosowanym przez mózg, kiedy brakuje mu czasu i mocy obliczeniowych (czyli prawie zawsze). Mózg idzie na skróty do obliczeń, które kiedyś wykonał w "podobnej" sytuacji. I właśnie to, że sytuacje są "podobne" odczuwamy jako "rozumienie". Powstaje z tego cały system metafor poznawczych, zbudowanych na metaforach, zbudowanych na metaforach, zbudowanych na ... itd. Najpierw rozumiemy naszą mamę potem itd. ... na końcu mamy metafizykę realistyczną: spójny system metafor, antropologicznie tłumaczący wszystko oprócz ... rzeczywistości. Takie tam poznanie poznania. Obawiam się, że wszystko to można odnaleźć w mózgu. Dla nas metafora jest synonimem oderwania i abstrakcji ale w mózgu jest konkretna mapa. Kiedy tak sobie rozmawiamy to właśnie masze mózgi idą na skróty, bo co się stanie gdy nie będzie rozumienia między nami? Nic. Nie dogadamy się i tyle. Ludzie przyjmują masę sprzeczności na co dzień i nic się nie dzieje. Arystoteles zdawał sobie z tego sprawę i wściekał się strasznie nie mogąc udowodnić zasady niesprzeczności. A gdyby tak chodziło o ominięcie drzewa? Wtedy mózg nie może iść na żadne skróty bo nas zabije (dobór naturalny) i liczy. Kierując motoryką ciała musi liczyć i przetwarzać wszystkie dane "na serio" i dokładnie. Wtedy jednak cały proces jest nieświadomy. Widocznie jesteśmy za mało rozumni na rozumienie tzw. faktów. Myślę, że wiedzą to muzycy, kiedy opanowują jakiś instrument. Tego nie da się zrozumieć, trzeba wytrenować. Potem powstaje cały system metafor zbudowany na systemie motorycznym mózgu, który daje tzw. rozumienie muzyki ale treningu nie zastępuje. Powstaje pytanie dlaczego? Czyżby dlatego, że w obliczeniowych procesach nie ma nic do "rozumienia"? Tak samo w granicznych teoriach nauki nie ma nic do rozumienia. Ani OTW ani mechanika kwantowa nie dają się przełożyć na żaden z naszych potocznych systemów metafor. A jak jakiś popularyzator wymyśli swój system metafor na przedstawienie np. OTW to nie wiadomo, czy to więcej szkody czy pożytku przynosi. Z podobnego powodu większość ludzi nie cierpi logiki i matematyki. Ludzie lubią "widzieć". A to jest niewidzialne. Jest to jakaś destrukcja rozumienia i znaczenia w naszym ludzkim sensie. Stąd jest opór dualistycznych filozofów, który śmieszy kognitywistów. Dennett nabija się niemiłosiernie z filozofów którzy NIE ROZUMIEJĄ, że aby wykonać operację matematyczną, wcale nie trzeba jej rozumieć. Wystarczy wykonać określoną sekwencję reguł. Rozumienie w zasadzie przeszkadza w matematyce, bo stale wymaga przekraczania go (odrzucania) dla zdobywania nowych umiejętności matematycznych. Dlatego komputery dawno nasz prześcignęły w sprawności rachunkowej. Ta hipoteza jest dość powszechna w kognitywistyce, bo ona umożliwia naukowe badanie umysłu, sprowadzając go do znanych już procesów w przyrodzie. Tłumaczy też dlaczego napotykamy granice w rozumieniu. Zawsze kiedy przechodzimy poza ustalony system metafor czyli naszego rozumienia - nie rozumiemy. Nie rozumiemy mechaniki kwantowej, nie rozumiemy OTW, nie rozumiemy teorii strun itd. Nie zrozumiemy tego, bo tam nie ma czego rozumieć w naszym sensie tego słowa. Fascynujące jest, że równania mechaniki kwantowej działają ale kiedy próbuję je sobie umysłowo przedstawić - nie rozumiem. O jakiej zatem Inteligencji możemy mówić?

Piszesz o inteligencji twórców modeli samochodów, komputerów...Człowiek jako twórca. Ale, czy można pomyśleć samego siebie. Czy człowiek może stwarzać siebie? Oczywiście w aspekcie rozwoju,poznania/poznawania wkład w osobisty rozwój jest nieoceniony. Zastanawiam się jednak, czy samoświadomość; Wiem, że jestem, bo mogę opisać to coś znika wraz z utratą cielesności bezpowrotnie. Nie wyobrażam sobie takiej sytuacji, abym nie mogła pomyśleć. Takiego życia po-życiu. Pomyślmy. Jeżeli 'tu i teraz' człowiek może stwarzać, współtworzyć to nie będąc ograniczony miejscem, czasem, przestrzeniom tym bardziej, chyba(?)

Nie wiem czy to co powiem będzie poprawne teologiczne, ale sądzę, że raczej logiczne. Skoro znakiem, nadzieją i wzorem dla chrześcijan jest zmartwychwstały Chrystus to można oczekiwać jakiejś bardzo znaczącej ( fundamentalnej ) przemiany człowieka ale przecież nie utraty tożsamości czy też świadomości. Trudniej mi się wypowiedzieć o tym jakie formy aktywności będą dostępne na tamtym świecie. Ale sądzę, że można zachować tu pewien optymizm. Kierownik Niebiańskich Ogródków Jordanowskich ma wielką fantazję i nieskończenie wiele pomysłów.

Inna rzecz dość ciekawa. Doświadczenie śmierci jednego ze współmałżonków, czy bliźniaków. Moja teściowa wyznała, ze uszło z niej życie. Wprawdzie obecna jest ciałem, ale duszą jest 'tam'. Trochę to trwało zanim z tym się uporała. Czasem prosi, aby nie pukać, bo jej nie będzie.

Sporo wiesz o ogródkach jordanowskich;-) Niekoniecznie przez wiarę w zmartwychwstanie trzeba dochodzić prawdy o nas i świecie najlepszym z możliwych. Można pozostać niewiernym Tomaszem, co wcale nie skazuje na niebyt, wręcz przeciwnie daje większe pole do działania. Świat jest wszystkim , co jest faktem...fakt jest istnieniem stanu rzeczy...(zaś)logicznym obrazem faktów jest myśl - tak dowodził Wittgenstein. Umysł człowieka, jego osobowe 'ja' jest nieśmiertelną duszą istniejącą jako duchowy wymiar człowieczeństwa, ale nie tylko człowieczeństwa.

Co innego "gada" prawa półkula mózgowa, a co innego lewa. A co gorsza w każdej z nich odbywa się całe mnóstwo wzajemnie sprzecznych ze sobą procesów. To prawdziwy cud, że z tej miazgi, która mieści się w ludzkiej czaszce wychodzi ( czasem ) coś sensownego. To trochę tak jak z komputerem. Bez programisty to bezużyteczna kupa złomu. Mózg bez "Programisty" jest bezużyteczną kupą mięsa.

No, niezupełnie. Procesy nie są sprzeczne są właściwe dla konkretnej PERCEPCJI za którą odpowiadają, zaś ów podział wynika z logiki. Na przykład takie myślenie matematyczne w oparciu o geometrię przestrzenną mieści się w działalności obu półkul. Liczby to też rytm, muzyka . Każda z półkul może pełnić (przejąć)w wyniku kompensacji funkcje które podzielone są między obie. Może być jednym mózgiem. Stąd obecność leworęcznych nie powinna dziwić, ale być impulsem do działania nie tylko w obszarze medycyny, psychologii w przypadku uszkodzenia którejkolwiek z nich. Czy człowiek składa się ze sprzeczności? No tak, ale bardziej w wyniku rozłamu z rzeczywistością. Za przykład może posłużyć wyidealizowanie, osoba postrzega siebie lepszym od innych, a potrzeba ta wypływa z braku pewności siebie, swego rodzaju twardego gruntu pod nogami. Uzyskanie harmonii jest naturalnym procesem który z lepszym lub gorszym skutkiem udaje się osiągnąć na różnych etapach życia. Niemniej zaburzenia, pewne deficyty rozwojowe mogą przyczyniać się do 'schizofrenicznych' zachowań, depresji a w konsekwencji upadku ducha, tego co nazywamy chorobą duszy co zdarza się i wielkim umysłom.

O. Bocheński OP powiadał, że ludzie którzy głoszą istnienie sprzeczności nie wiedzą, co mówią. Sprzeczność to sygnał, że nic nie zostało powiedziane. W świecie nie ma sprzeczności. Prawy i lewy to nie są sprzeczności. Tak się tylko Heglowi wydawało. W mózgu nie ma sprzecznych procesów, które godziłby absurd inteligencji. Żaden "Programista" nie zaprogramuje "bezużytecznej kupy mięsa w której odbywa się całe mnóstwo wzajemnie sprzecznych ze sobą procesów" bo nie da się napisać programu wykonującego sprzeczności. Analogia z komputerem jest zła (bez programisty to bezużyteczna kupa złomu. Mózg bez "Programisty" jest bezużyteczną kupą mięsa) co zresztą "plainduncan" wyjaśniał we wcześniejszym swoim komentarzu, twierdząc tam, że prawdziwa (tutaj cudowno-absurdalna) inteligencja nie ma nic wspólnego z algorytmami (tj. sztuczną inteligencją).

Trzeba koniecznie dodać, że wczesny Wittgenstein. Ten późny nie zgodziłby się, że myśl jest logicznym obrazem faktów czy stanów rzeczy. Jaka jest forma logiczna takiego obrazowania? Żadna. Myśl jest sposobem działania w świecie - jak się utarło mówić a nie "widzeniem" tego świata. Umysł człowieka to na pewno nie jego osobowe 'ja'. Jest również umysł nieświadomy. Noworodki mają umysły ale czy mają osobowe 'ja' to nie wiem. A dlaczego 'ja' ma być nieśmiertelną duszą to już zupełnie nie wiadomo.
Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz