Czy E.T. jest grzesznikiem?

Czy E.T. jest grzesznikiem?

11.10.2016
Czyta się kilka minut
Życie pozaziemskie to nie jest kwestia rodem z science-fiction. Nauka coraz śmielej szuka śladów życia w kosmosie. A to stawia nowe wyzwania teologom. I nie tylko im.
Jehan Georges Vibert, The Missionary's Adventures, 1883, WikiArt.org
W

W 2009 r. z Przylądka Canaveral wystartowała rakieta, która wyniosła w przestrzeń kosmiczną teleskop kosmiczny Kepler. Znalazłszy się na orbicie heliocentrycznej, teleskop wycelował swoje oko w niewielki skrawek nieba, ku gwiazdozbiorom Łabędzia, Lutni i Smoka. To tam, gdzie na letnim niebie jaśnieje gwiazda zwana Wegą. Zadaniem misji Kepler jest wypatrywanie gwiazd, które w regularnych okresach czasu mrugają. Zmieniają swoją jasność. Dla astronomów może to być znak, że coś okresowo zasłania fragment tarczy takiej gwiazdy. Stosując odpowiednie obliczenia i jeszcze kilka innych metod, jak np. badanie widma docierającego stamtąd światła bądź sprawdzanie, czy zgodnie z przewidywaniami Einsteina grawitacja jakiegoś masywnego obiektu tego światła nie zakrzywia, można stwierdzić, czym owo „coś” jest: że taką gwiazdę okrąża planeta, która regularnie przechodzi między gwiazdą a obserwatorem (nazywa się to "tranzytem"). Można też oszacować, jaka jest jej wielkość, masa, w jakiej odległości od swojej gwiazdy krąży.

Do dzisiaj (październik 2016 r.) tylko na tym stosunkowo niewielkim skrawku nieba teleskop kosmiczny Kepler potwierdził istnienie 3 396 planet, w tym 573 systemów wieloplanetarnych. Niemal 300 z tych planet oraz prawdopodobnych planet znajduje się w ekosferze swojej gwiazdy: w takiej odległości od niej, że na ich powierzchnię dociera akurat tyle energii, że mogłaby na niej istnieć woda w stanie ciekłym, jak na Ziemi.

Jesteśmy właśnie świadkami wielkiego przewrotu, na miarę kopernikańskiego: dowiadujemy się w ostatnich latach, że Ziemia nie tylko nie jest centrum Wszechświata – ale że nie jest nawet szczególnie wyjątkową planetą. Że Układ Słoneczny nie jest niczym niespotykanym we Wszechświecie. Przeciwnie, jak szacują astronomowie, na każdą gwiazdę przypada średnio jedna planeta, a jedna na pięć spośród gwiazd podobnych do naszego Słońca ma planetę wielkości Ziemi w swojej ekosferze. Zakładając, że w naszej galaktyce, Drodze Mlecznej, jest 200 miliardów gwiazd (ściśle rzecz biorąc, według różnych szacunków jest ich od 100 do 400 mld, więc przyjmijmy średnią), w samej tylko tej jednej galaktyce jest 11 miliardów planet podobnych do Ziemi. Najbliższa nam to planeta Proxima b krążąca w ekosferze gwiazdy Proxima Centauri, zaledwie 4,2 lat świetlnych od nas.

A w całym Wszechświecie? Uważa się, że w obserwowalnym Wszechświecie jest ponad sto miliardów galaktyk. I sto trylionów (jeden i dwadzieścia zer) gwiazd, wokół których krążą planety…

Czy Bóg, Stwórca Wszechświata, stworzywszy taki bezmiar światów, tylko na jednym z nich, na małej planetce krążącej wokół jednej z gwiazd Ramienia Oriona Drogi Mlecznej – umieścił życie? Planeta znajdująca się w ekosferze swojej gwiazdy to miejsce, na którym może istnieć woda w stanie ciekłym. A woda jest niezbędna do rozwoju życia podobnego do ziemskiego. Czy jest życie poza Ziemią?

To, wbrew pozorom, nie jest nowe pytanie i nie jest to kwestia rodem z filmów science-fiction. Pytania o istnienie innych światów zadawali sobie już w XV wieku Mikołaj z Kuzy, a w XVI wieku Giordano Bruno. Zaś XIX-wieczny niemiecki teolog Joseph Pohle uważał nawet, że chwała Boga wymaga wręcz, żeby Wszechświat pełen był inteligentnych stworzeń.

Pytanie o życie pozaziemskie nie jest już domeną fantastyki, lecz coraz śmielej staje się pytaniem naukowym (na razie raczej pytaniem, czyli polem spekulacji, niż problemem naukowym, bo wciąż nie mamy żadnych przesłanek, że życie pozaziemskie istnieje – ale kto wie, co znajdzie projektowana właśnie misja na Europę, obfitujący w wodę księżyc Jowisza…?). Tak jak to było wcześniej w historii relacji nauki i wiary w przypadku kopernikańskiego heliocentryzmu czy darwinowskiej teorii ewolucji, tak i z tym pytaniem będzie się musiała skonfrontować teologia.

Bo wyobraźmy sobie – co by to znaczyło z religijnego punktu widzenia, gdyby się okazało, że gdy Chrystys powiada: „Mam także inne owce, które nie są z tej owczarni. I te muszę przyprowadzić i będą słuchać głosu mego, i nastanie jedna owczarnia, jeden pasterz”  (J 10, 16), ma na myśli rzeczywistość dużo większą niż Ziemia i jej ludy? Co by było, gdyby się okazało, że nie jesteśmy jedynymi dziećmi Boga?

I nie unikniemy tego pytania, ograniczając się do rozważań nad istnieniem życia „nieinteligentnego”, czyli np. pozaziemskich mikroorganizmów żywych. Jak w wywiadzie dla „Tygodnika Powszechnego” (nr 39/2015) zauważa ks. prof. George Coyne SJ, astrofizyk i były dyrektor Watykańskiego Obserwatorium Astronomicznego, natura życia jest taka, że dąży ono do komplikacji, więc „gdybyśmy odkryli jakieś formy życia pozaziemskiego, stałoby się bardzo prawdopodobne, że istnieje również inteligentne życie pozaziemskie. Przecież proces ewolucyjny na Ziemi wiódł od prymitywnych form życia do inteligentnych”.

(Wspomniawszy ojca Coyne’a zauważmy tu przy okazji dobry dowód na to, że nauka i wiara nie są ze sobą w sprzeczności: Watykan prowadzi własne obserwatorium astronomiczne, w Castel Gandolfo oraz w Arizonie, a wielu ludzi Kościoła to wybitni naukowcy, jak XIX-wieczny jezuita Angelo Secchi, ojciec astrofizyki, który sklasyfikował spektra barwne gwiazd, Georges Lemaître, który na podstawie obserwacji Edwina Hubble’a postawił tezę, że Wszechświat zaczął się w Wielkim Wybuchu, obecny dyrektor watykańskiego obserwatorium brat Guy Consolmagno SJ, który wcześniej pracował na MIT i Harwardzie, czy wreszcie wybitny polski kosmolog ks. prof. Michał Heller.)

Wróćmy tymczasem do pytań, które rodzą się, gdy przyjmiemy istnienie istot pozaziemskich. Czy im też objawił się Bóg? Czy oni też mają dusze? Czy oni też sprzeniewierzyli się Bogu, zaciągając na siebie grzech pierworodny – czy więc E.T. jest grzesznikiem? Czy Jezus przyszedł też do nich, żeby ich zbawić? Czy za nich też umarł? Czy więc umierał więc po wielokroć, za każdą rasę inteligentnych istot z miliardów rozsianych po kosmosie planet? I dalej: czy – jeśli Bóg się Obcym nie objawił – inne planety byłyby terytoriami misyjnymi? Czy Obcy mógłby zostać księdzem...?

Jeśli nawet część tych pytań, wydaje się trochę zabawna, dotykamy za ich sprawą rzeczy bardzo poważnych. Renesansowy filozof i teolog Tommaso Campanella spekulował na przykład, że istoty, które nie są „dziećmi Adama”, nie byłyby obciążone grzechem pierworodnym, a zatem Bóg nie musiałby posyłać do nich Syna, by ich odkupił. Zapytajmy więc: gdybyśmy nawiązali kontakt z istotami pozaziemskimi, jak w słynnej powieści Carla Sagana, gdzie sygnał od nich przychodzi właśnie z układu planetarnego gwiazdy Wega, w którą wpatruje się teleskop kosmiczny Kelper – jak byśmy ich zapytali o grzech pierworodny?

Ojciec Coyne we wspomnianym wywiadzie zauważa, że sami nawet dobrze nie rozumiemy natury „grzechu pierworodnego” (nie można go rozumieć, jako grzechu odziedziczonego po prarodzicach, choćby dlatego, że dzięki nauce wiemy, iż nie jesteśmy dziećmi jednych i tych samych prarodziców) – jak więc mamy spekulować o grzechu pierworodnym istot pozaziemskich? „Teolodzy dyskutują o niej bardzo żwawo, bez potrzeby odwoływania się do pytań, czy we Wszechświecie istnieją inne istoty, które miały więź z Bogiem, ale sprzeciwiły się mu” – zauważa.

Okazuje się, że mimo całego dorobku teologii nie potrafilibyśmy Obcym nawet zadać pytania, bo sami natury rzeczy nie rozumiemy.

Podobnie byłoby w przypadku np. pytania o duszę. Jak zauważa ojciec Coyne, można sobie teoretycznie wyobrazić, że istnieją byty inteligentne, ale nie uduchowione: do których Bóg nigdy nie przemówił. Ale my tymczasem nie potrafimy nawet poradzić sobie z odpowiedzią na pytanie o własną duszę – czy jesteśmy dualistyczni, składamy się z części materialnej i części duchowej, czy też "dusza" to po prostu "my", nasza jaźń, która, choć istnieje w ciele, jest czymś więcej niż ciało? Czy za każdym razem Bóg zaszczepia w nas duszę, interweniując w każde poczęcie, czy na przykład nasza duchowa strona mogła wyewoluować tak, jak za sprawą ewolucji staliśmy się wyższymi formami życia? Te pytania wciąż są dla teologów wyzwaniem. I dotyczą nie kosmitów, lecz nas, tu, na Ziemi.

Czy więc nie warto zadawać sobie pytań o życie pozaziemskie?

Warto. Właśnie dlatego, że – jak w swojej książeczce poświęconej tej tematyce („Intelligent Life in the Universe? Catholic belief and the search for extaterrestial life”, wyd. Catholic Truth Society) zauważa brat Guy Consolmagno – „gdy pytamy, czy »Obcy« miałby »duszę«, zmusza nas to do skonfrontowania się z pytaniem, co właściwie mamy na myśli, gdy używamy tego słowa. Spekulowanie o tym, jak Chrystusowe zbawienie miałoby się do innych istot, jest wspaniałym sposobem docenienia na nowo tego, co zbawienie oznacza dla ludzi".

Gdy więc pytamy o to, czy jesteśmy jedynymi dziećmi Boga, na nowo stajemy w obliczu wielkiego aktu Bożej miłości: jak podkreśla ojciec Coyne, „bazowym elementem tradycji judeochrześcijańskiej jest to, że Bóg sam, w sposób wolny, przemówił do nas. Duchowa natura człowieka jest więc darem. Którego równie dobrze mogliśmy nie otrzymać”.

Oto my, mieszkańcy kosmicznego pyłku krążącego wokół niewielkiej gwiazdy w Ramieniu Oriona Drogi Mlecznej, otrzymaliśmy od Boga, Stwórcy stu miliardów galaktyk, tak wielki dar. „Wielokrotnie i na różne sposoby przemawiał niegdyś Bóg do ojców przez proroków, a w tych ostatecznych dniach przemówił do nas przez Syna. Jego to ustanowił dziedzicem wszystkich rzeczy, przez Niego też stworzył wszechświat” (Hbr 1, 1-2). Bóg do nas przemówił.

Ale czy przemówił też do nich? Do Obcych? Tak podpowiadałaby nam intuicja. Bo wiemy, że Bóg jest dobry. Dlaczego więc miałby także im nie ofiarować swojego daru? Ale gdy stawiamy takie pytanie, ostrzega ojciec Coyne, ograniczamy Boga własnymi kryteriami. Dał nam swój dar w sposób wolny. Takim pytaniem wystawiamy wolność Boga na próbę.

Zamiast tego przypomnijmy słowa wielkiego francuskiego filozofa i teologia Pierre'a Teilharda de Chardin: „Chrystus ma kosmiczne ciało, które rozciąga się poprzez cały Wszechświat” (Cosmic Life, 1916, XII, 58). Zbawienie, według de Chardina, było aktem uniwersalnym. Jego ofiara objęła całe Stworzenie. „Dlatego też Bóg Go nad wszystko wywyższył i darował Mu imię ponad wszelkie imię, aby na imię Jezusa zgięło się każde kolano istot niebieskich i ziemskich i podziemnych” (Flp 2, 9-10).

I zadajmy sobie na koniec, za ojcem Coyne'em jeszcze jedno pytanie: kiedy rozważamy istnienie jeszcze jakichś innych dzieci Boga, czy zastanawiamy się, czy sami zachowujemy się jak dzieci Boga? „Policzmy, ile mieliśmy w historii wojen między chrześcijanami - mówi jezuita. – Czym byłaby wiedza o tym, że w kosmosie są inne dzieci Boga, jeśli brak nam świadomości, że wszyscy jesteśmy dziećmi Boga tu, na Ziemi?”.

Wielki fizyk Enrico Fermi sformułował słynny paradoks: Skoro jest tyle gwiazd i planet, skoro życie pozaziemskie statystycznie niemal na pewno musi istnieć, to czemu nigdy się nie natknęliśmy na jego ślad? Gdzie oni wszyscy są? Prób odpowiedzi formułowano wiele. Może po prostu jesteśmy jedyni? Może Wszechświat jest tak olbrzymi, że uniemożliwia nam to kontakt, bo żyjemy za krótko, by zdołać do siebie dotrzeć? (do najbliższej nam planety pozasłonecznej Proxima b mamy, jako się rzekło, ok. 4,2 lat świetlnych - a to aż 40 bilionów kilometrów!). Może, skoro Wszechświat istnieje aż 13,8 miliardów lat, to gdy my nauczyliśmy się latać w kosmos, inne cywilizacje już wyginęły albo jeszcze nie powstały?

A może Obcy po prostu nie chcą mieć nic wspólnego z takimi istotami, jak my? Z istotami, które nawet odkrywszy inne ludy na swojej planecie, grabiły je, niewoliły, mordowały? Które w imię Boga toczą wojny? Które, eksploatując swoją planetę, doprowadziły do zniszczenia jej środowiska naturalnego, zatruły atmosferę i spowodowały globalne ocieplenie, w imię chciwości ryzykując własną zagładę?

Zanim zapytamy, czy Syn Boży przyszedł też do Obcych, zapytajmy, co to dla nas znaczy, że odnalazł z Dobrą Nowiną nas, tutaj, w bocznym zaułku jednej z miliardów galaktyk.

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz