Podróż na Wietrze

Podróż na Wietrze

17.05.2015
Czyta się kilka minut
„Prowadzeni przez Ducha Boga, są synami Boga”... O tym, że chrześcijańskie powołanie to pielgrzymka ku nieskończoności, pamiętajmy nie tylko w Zielone Świątki.
Fot. Oleh Slobodeniuk / CORBIS
K

Kogo prowadzi Duch, jest dzieckiem, nie niewolnikiem: „Nie otrzymaliście przecież ducha zniewolenia, żeby znowu się bać, lecz otrzymaliście Ducha usynowienia, w którym wołamy: Abba, Ojcze!” (Rz 8, 15b) – sposób, w jaki Duch prowadzi, to nie manipulacja, nie „pociąganie za sznurki” naszego życia, poza wszelką możliwością naszego wolnego samookreślenia wobec Boskiego Tchnienia.

Znaczy to jednak, że prowadzenie przez Ducha przechodzi przez naszą świadomość. Jak? Każda z nas jest jedyna, każdy nie do zastąpienia – nie da się więc sformułować ogólnej, precyzyjnej reguły. Można jednak wskazać pewne prawidłowości, co świadomości tego prowadzenia sprzyja, a co ją zaciemnia.

Boskie prowadzenie, pisze Paweł, ujawnia się w kontekście napięcia pomiędzy ciałem a duchem: „Istniejący (ontes) według ciała (sarks) cielesne (sarkos) sprawy mają na myśli/uwadze, istniejący według ducha/ /Ducha – duchowe. Zajmowanie się ciałem (sarks) to śmierć, zajmowanie duchem/Duchem – życie i pokój” (Rz 8, 5-6). Nie chodzi tu, jak w większości polskich przekładów, tylko o postępowanie. Owszem, ludzkie istnienie jest dynamiczne, obejmuje także działanie. Ale w tekście biblijnym chodzi o coś znacznie głębszego – o sposób istnienia, korzeń, z którego wszelkie czyny wypływają.

Ważne jest również, że użyte przez Pawła pojęcie „phronousin”, zwykle tłumaczone słowem „dążenia”, ma szerszy zakres znaczeniowy – niesie bowiem wyraźne konotacje poznawcze. Chodzi w nim o wszystko, co związane jest z naszymi pragnieniami i lękami, do czego dążymy i czego chcemy uniknąć, ale czego siła przejawia się (bywa, że nie wprost) w naszej świadomości, kieruje pojawiającymi się w nas myślami.
Ważne też (co znów ginie w przekładzie), że Pawłowi chodzi o ciało-sarks, a nie ciało-soma. To drugie oznacza naszą cielesną tożsamość. To pierwsze – całą rzeczywistość stworzoną, uwarunkowaną, zranioną przez grzech.

Istnienie na sposób ciała-sarks albo nawet „w ciele-sarks” jest istnieniem na sposób przedmiotu, wewnątrz sieci biologiczno-psychiczno-społecznych uwarunkowań, zewnętrznych wobec naszej osobowej tożsamości. Nasza świadomość łapie się w tę sieć, która narzuca nam treści do myślenia i pragnienia. Choć wydają się one nasze, ich prawdziwe źródło nie leży w głębi naszej podmiotowości, lecz w jakimś zewnętrznym wobec nas miejscu sieci.

Inaczej z Duchem. Nie jest On, jak podkreśla Paweł, rzeczywistością wobec nas zewnętrzną – On w nas zamieszkuje. Im bardziej ktoś istnieje w Duchu (por. Rz 8, 9a), tym mniej jest uprzedmiotowiony, tym bardziej jest podmiotem. Duch to w istocie czysta podmiotowość: „wiatr/duch wieje, gdzie chce, i szum jego słyszysz, ale nie wiesz, skąd przychodzi i dokąd odchodzi, tak jest z każdym, kto narodził się z Ducha/wiatru” (J 3, 8).

Prowadzące nas działanie Ducha jest więc tym, co wypływa z głębi naszej podmiotowości, a nie jest wynikiem rozmaitych zewnętrznych wpływów – biologiczno-psychiczno-społecznych mechanizmów, które, choć prezentują się często w naszej świadomości jako nasze własne pragnienia, to w gruncie rzeczy mają naturę bezosobową. Tam, gdzie wybieramy to, co autentycznie własne, unikalne – w odróżnieniu od powtarzania ogólnych schematów postępowania – tam właśnie idziemy za prowadzeniem Ducha.

Często, oczywiście, ulegamy tu złudzeniu. Myślimy, że dokonujemy wolnego wyboru, a bezwiednie sięgamy po produkt podsunięty przez speców od marketingu. Wyobrażamy sobie, że tworzymy niepowtarzalną relację miłości, a tak naprawdę powtarzamy tylko powszechny ewolucyjny wzorzec.

Jak rozpoznać złudzenie? Pomocna może być tu inna jeszcze wskazówka Pawła: ciało-sarks zmierza ku śmierci. Jego myśli, obrazy, dążenia podszyte są więc lękiem i strachem: przed tym, czego nadejścia nie chcemy, lub – przeciwnie – przed utratą tego, co o śmierci pozwala (na chwilę) zapomnieć.Są przejawem rozpaczliwej walki śmiertelnego ego (też należy do sfery sarks) z przemijaniem i śmiercią. Walce służy przemyślny wyścig ku społecznej pozycji i władzy, irracjonalna, sfrustrowana agresja wobec otoczenia, łapczywa pogoń za ulotną przyjemnością. Daremny wysiłek, wszystko to marność i niepokój.

Strach (czasami) dobrze służy biologicznemu przetrwaniu. W Bożej przestrzeni nie ma jednak zastosowania. Miłość, rozlana w naszych sercach przez Ducha, usuwa wszelki lęk (por. Rz 5, 5; 1 J 4, 18): tak przed życiem, jak i śmiercią, tak przed samotnością, jak i zniknięciem w tłumie; nawet przed Bogiem.

Oddech pokoju, nieporuszonego na dnie serca, cokolwiek w głowie i w ciele się dzieje. Tchnienie absolutnej wolności. Dlatego właśnie nie ma uniwersalnych formuł-wytrychów, które wyznaczałyby kierunek prowadzenia człowieka przez Ducha, ale dlatego też jedno z ważniejszych pytań-wskazówek, które warto sobie zadawać, by wyczuć, jak wieje w nas Boski Wiatr, brzmi: co byś zrobiła, gdybyś się nie bała? Co byś zrobił, gdybyś się nie bał? ©℗

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Teolog i filozof, publicysta, bloger, redaktor działu „Wiara”. Doktor habilitowany, adiunkt w Katedrze Filozofii Boga i Religii w Akademii Ignatianum w Krakowie. Członek Krakowskiej Grupy...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz