Przeciw manicheizmowi

Przeciw manicheizmowi

10.10.2016
Czyta się kilka minut
Pierwsze wieki chrześcijaństwa to czas jego ekspansji terytorialnej, ale i kształtowania się doktryny na drodze teologicznych dysput i osobistego świadectwa Dobrej Nowiny przez Ojców Kościoła. Nierzadko młode chrześcijaństwo wplątywane było jednak w lokalne kulty pogańskie, a nawet włączane było do synkretycznych systemów religijnych.
Jedno z malowideł manichejskich (wikipedia.org)
T

Takim systemem był manicheizm, łączący elementy zaroastryzmu, buddyzmu i chrześcijaństwa. Twórcą tej herezji wobec chrześcinaństwa był Mani, zwany także Manesem, a niekiedy również Manicheuszem. O Manim wiemy, że urodził się w 216 r. w Persji, nieopodal Seleucji nad Tygrysem. Jego dorastanie wiąże się ruchem gnostyckim, a konkretnie z sekty elkezaitów, którzy praktykowali wielokrotny chrzest i przypisywali płeć żeńską Duchowi Świętemu. Mani twierdził, że przeżył dwa objawienia: pierwsze w wieku 12 lat oraz drugie – tuzin lat później – które stało się impulsem do stworzenia nowej religii. Propagował ją podczas licznych podróży, m.in. do Indii. Manicheizm rozprzestrzenił się również w północnej Afryce oraz Europie. Mani zmarł w 276 roku, po uwięzieniu go przez Bahrama I, władcę Persji.

 

Sercem manicheizmu była wiara w dualizm świata. Wierzono, że świat targany jest nieustanną wojną między siłami światła i siłami ciemności – między dobrem a złem. Ryzykując pewne nadużycie, powiedzieć można, że wszechświat manichejczyków zamieszkiwany był przez dwóch walczących ze sobą obecnie bogów. W przeszłości – którą wyznawcy Maniego – nazywali Złotym Wiekiem – obydwie te siły i stojący za nimi bogowie – były od siebie oddzielone, jednak nastąpiło ich pomieszanie. W końcu któraś z walczących stron wygra, na skutek czego nastąpi oczyszczenie. Manicheizm propagował pesymistyczną wizję świata i natury ludzkiej. Wojna toczy się nie tylko między dwoma nadprzyrodzonymi siłami, czy też bogami, ale ma miejsce w każdym człowieku, w którym spierają się dwie dusze – dobra i zła. Zło, które utożsamiane jest z pierwiastkiem materialnym jest wszechobecne i wieczne. Stąd doktryna manicheizmu obejmowała niechęć do wszystkiego co doczesne – łącznie z sakramentami i prokreacją.

 

Szukający odpowiedzi na wielkie pytania, jak np. „skąd zło?” św. Augustyn z Hippony w młodzieńczych latach zgłosił swój akces do manicheizmu, czym wywołał silny sprzeciw najbliższych (matka zabroniła mu nawet wstępu do domu). Po nawróceniu na chrześcijaństwo Augustyn stał się krytykiem manicheizmu. Tak oto pisał w swoich Wyznaniach: „Z jak gwałtownym i ostrym bólem to oburzałem się na manichejczyków, to znów litowałem się nad nimi – że owych sakramentów, owych lekarstw nie znają i jak niezdrowi na umyśle występują przeciw temu, co mogłoby uczynić ich zdrowymi”.

 

Manicheizm przetrwał długo po śmierci Maniego– do XIV w. był obecny w Chinach (wiemy, że podczas swoich podróży, wyznawców Manicheizmu spotkał Marco Polo). Dziś oczywiście trudno byłoby spotkać ortodoksyjnych manichejczyków. Nie oznacza to jednak herezja ta obumarła całkowicie. Podobnie jak niegdyś przyciągnęła poszukujący prawdy dociekliwy intelekt św. Augustyna, tak i dziś niektórzy uczeni i intelektualiści, którymi powodują szczytne cele wpadają w sidła manicheizmu.

 

Takimi współczesnymi manichejczykami są m.in. propagatorzy kreacjonizmu. Nie chodzi tu o zwolenników tzw. tzw. kreacjonizmu młodej Ziemi (takich znaleźć można wśród Adwentystów Dnia Siódmego), którzy odczytując Księgę Rodzaju dosłownie, twierdzą, że Bóg stworzył świat w sześć dni, i dodatkowo twierdzą, że nasza planeta powstała około 6-10 tysięcy lat temu. Odrzucają oni całkowicie ustalenia współczesnej nauki – biologii ewolucyjnej, paleontologii, geologii oraz kosmologii. Echa manicheizmu znaleźć można natomiast w doktrynie tzw. Inteligentnego Projektu.

 

Doktryna ta – często przedstawiana niesłusznie jako teoria naukowa – narodziła się w latach 90. XX wieku w pracach biochemika Michaela Behego oraz matematyka Williama Dembskiego. Zgodnie z jej głównym postulatem, złożone struktury biologiczne, takie jak ludzkie oko, a nawet silnik wici bakteryjnej nie mogły powstać drodze, o której mówi Darwinowska teoria ewolucji. Zamiast tego twierdzą oni, że całe organizmy oraz tworzące je części, służące spełnianiu dobrze określonych funkcji, powstały na drodze zadanego z góry, dobrze określonego przez Inteligentnego Projektanta, planu. Choć niektórzy zwolennicy tej doktryny, np. filozof Alvin Plantinga, nie odrzucają wszystkich elementów darwinizmu, twierdzą zgodnie, że przypadkowe mutacje nie mogły doprowadzić do powstania złożonych tworów biologicznych w tym ludzi.

 

W swojej książce Filozofia przypadku ks. Michał Heller wskazuje na podobieństwa między złą siłą manichejczyków, a pojmowaniem przypadku przez zwolenników Inteligentnego Projektu. Ci ostatni sugerują, że Bóg musi walczyć z przypadkowymi mutacjami, aby zrealizować swój plan. W takim ujęciu mutacje są jakby manichejską materią. Choć intencje zwolenników Inteligentnego Projektu są szczytne – chcą bowiem pogodzić naukę i religię – okazują się nie tylko słabymi naukowcami, nieufającymi dobrze ugruntowanej teorii naukowej, jaką jest darwinizm, ale także i słabymi teologiami, ocierającymi się wręcz o herezję. Ograniczają Bożą Wszechmoc, odmawiając Stwórcy możliwości korzystania z przypadku.

 

Św. Augustyn rozczarowany prostymi i pesymistycznymi wyjaśnieniami porzucił w końcu manicheizm na rzecz Dobrej Nowiny. Choć doktryna manicheizmu zginęła w mrokach historii, i my musimy opierać się współczesnym formom tej herezji. Bóg albo Darwin. Przed takim wyborem stawiają nas zwolennicy Inteligentnego Projektu. Przypadek, który ujawnia się w biologicznych mutacjach, nie jest złym bogiem, z którym walczyć musi nieustannie nasz Stwórca. Strategia ciągłego stwarzania świata przez  Boga wręcz obejmuje przypadek, który zapewnia warunki brzegowe ustanowionym przez niego prawom przyrody. Manicheizm nie jest na pewno dobrym pomysłem na łączenie naszej wiary i religii.

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz