Racjonalność przez duże "R"

Racjonalność przez duże "R"

28.12.2014
Czyta się kilka minut
W swojej obronie poglądów „Jeźdźców Apokalipsy”, będącej odpowiedzią na mój artykuł o naiwnym uzasadnianiu ateizmu przez Richarda Dawkinsa i Stephena Hawkinga, Piotr Koc porusza wiele ciekawych wątków i zamieszcza mnóstwo trafnych uwag. Nie do końca zgadzam się jednak z jego konkluzją.
N

Na wstępie pozwolę sobie zrekonstruować tezy mojego Adwersarza. Piotr Koc trafnie zauważa, że Richard Dawkins formułuje swoje zarzuty pod adresem „przeciętnych wyznawców religii”, czyli osób wierzących w istnienie Boga, „który w sposób nadnaturalny często ingeruje w świat”. Tacy ludzie wierzą w różne cuda – ingerencje Boga w świat; te ingerencje wahają się od „prywatnych” – jak wysłuchanie modlitwy o powrót do zdrowia, aż po takie o globalnym zasięgu i znaczeniu dla całej ludzkości – jak wcielenie Syna Bożego i jego ziemska działalność.

Sukcesy nauki opartej na naturalizmie metodologicznym przekonują jednak, że wiara w boskie ingerencje jest naiwna. W przeszłości ludzie tłumaczyli ingerencjami bóstwa fenomeny, których inaczej nie potrafili rozumieć – burze z piorunami (Homer) czy stabilność orbit planet (Newton); niektórzy robią to samo dzisiaj, tłumacząc boskim działaniem różnorodność biologiczną (kreacjoniści) czy zasady moralne.

Jednak współczesna nauka nie ma problemu z naturalizacją wszystkich fenomenów, włączając w to genezę etyki. Nie ma zatem „dziur” – niezrozumiałych zjawisk – które można by wypełnić „hipotezą Boga”. Dla Dawkinsa, Hawkinga, a także wielu osób podzielających ich poglądy, jest to koronny argument na rzecz ateizmu.

Natomiast słynne pytanie Leibniza „dlaczego istnieje raczej coś niż nic?”, na które metodami naukowymi odpowiedzieć nie można, skłania ku akceptacji deizmu. Deizm doskonale współgra z naturalizmem metodologicznym (Stwórca nie ingeruje w swoje dzieło, nie ma więc zjawisk, których nie dałoby się znaturalizować), dlatego nie powinno dziwić, że wątki deistyczne pojawiają się w tekstach wybitnych naukowców, takich jak Albert Einstein.

W dużym stopniu zgadzam się z tym wszystkim, nie wyciągałbym z tego jednak tak jednoznacznych wniosków. Sądzę, że nauka jest neutralna światopoglądowo, można ją jedynie różnie interpretować.

Naiwny teizm

W artykule, który zainicjował dyskusję, wyraziłem opinię, że ateizm inspirowany sukcesami nauki (czy też deizm o ateistycznym zabarwieniu) jest tylko jednym ze stanowisk, których akceptację można uzasadnić.

Mój główny zarzut wobec Dawkinsa czy Hawkinga dotyczy tego, że argumenty podawane przez nich uderzają wyłącznie w pewną postać teizmu – nazwijmy ją naiwną. Naiwny teista to ktoś, kto do wyjaśniania zjawisk potrzebuje „Boga zapchajdziury”, ponieważ jest przekonany o tym, że nauka nie radzi sobie z wyjaśnieniem całej rzeczywistości. Taka postawa w najbardziej skrajnym przypadku cechuje kreacjonistów, zaś w jednym najbardziej „nowoczesnych” przejawów – zgodnie z trafnym spostrzeżeniem Piotra – osoby twierdzące, że źródłem etyki jest bezpośrednia boska ingerencja.

Nawet w najbardziej „nowoczesnej” odmianie naiwny teizm ponosi klęskę w starciu z naturalizmem metodologicznym. Znakomite, naukowe próby naturalizacji etyki znajdziemy chociażby w książkach Fransa de Waala (ten wybitny holenderski uczony szuka korzeni moralności w zachowaniach innych naczelnych) czy Patricii Churchalnd (które przygląda się etyce z perspektywy neuronauki). W bardziej skrajnych ujęciach, gdy naiwny teista opiera się dosłownym rozumieniu Pisma Świętego, naraża się w dodatku na szyderstwa ze strony publicystów, w czym mistrzostwo osiągnął Dawkins. Przykładem są choćby te słowa:

Bóg Starego Testamentu to chyba jeden z najmniej sympatycznych bohaterów literackich: zawistny (i dumny z tego), małostkowy i niesprawiedliwy typ, z manią na punkcie kontrolowania innych i niezdolny do wybaczania, mściwy i żądny krwi zwolennik czystek etnicznych, mizogin, homofob i rasista, dzieciobójca o skłonnościach ludobójczych (oraz morderca własnych dzieci przy okazji) nieznośny megaloman, kapryśny i złośliwy tyran.
Naiwny ateizm

Sądzę, że argumentacja Dawkinsa przemawia jedynie za stanowiskiem, które nazwałbym naiwnym ateizmem. Naiwny ateizm wyróżnia się przekonaniem, że skoro nauka całkowicie radzi sobie bez Boga, a wszystkie zjawiska można poddać naturalizacji, to znaczy, że Bóg na pewno nie istnieje. W efekcie naiwny ateista przyjmuje za Dawkinsem, że „<<hipoteza Boga>> jest niczym innym, jak pewną naukową hipotezą dotyczącą Wszechświata, a zatem należy do niej podchodzić równie sceptycznie, jak do każdej innej naukowej hipotezy”.

Hipotezy naukowe testuje się w doświadczeniach. Czy jakiekolwiek eksperymenty mogą ostatecznie rozstrzygnąć kwestię istnienia Boga? Zdaniem Dawkinsa istnienia Boga dowodziłyby cuda – zjawiska sprzeczne z prawami przyrody. Tymczasem poglądy Dawkinsa i pozostałych „Jeźdźców Apokalipsy” w zakresie cudów najlepiej ujmuje poniższa ilustracja:

Częstotliwość występowania cudów w skali czasowej. Przełomowe wydarzenia: wynalezienie aparatu fotograficznego oraz stworzenie Photoshopa. Źródło: Internet, autor nieznany

Oczywiście każdy się zgodzi, że dzięki nauce mnóstwo zjawisk, które kiedyś uchodziły za cudowne, obecnie znajdują wyjaśnienie w teoriach opartych na empirii. Naturalizacja nie musi jednak przekreślać teistycznej interpretacji zjawisk. Potrafię sobie bowiem wyobrazić, że Bóg może działać poprzez prawa przyrody, a nie wbrew nim.

Cuda zgodne z naturą

Wyobraźmy sobie pacjenta umierającego na raka. Choć lekarze robią wszystko, co w ich mocy, nie mają dla niego dobrych rokowań – są przekonani, że pacjent nie przeżyje kolejnego tygodnia; szanse wyzdrowienia oceniają na mniejsze niż jeden do miliona. Jednak wbrew pesymistycznym przewidywaniom terapia nagle zaczyna działać i rozpoczyna się błyskawiczna remisja nowotworu. Przyczyny nagłej poprawy zdrowia mogą być całkowicie naturalne, lekarze są w stanie je dokładnie zidentyfikować, ale z perspektywy naszego pacjenta odzyskanie zdrowia i tak może być cudem. Jest on tym bardziej o tym przekonany, że w tym czasie jego rodzina zanosiła żarliwe modlitwy.

Wiara w boskie ingerencje nie musi się opierać na zjawiskach nadprzyrodzonych. Cuda są kwestią interpretacji. W niektórych sytuacjach taką interpretację mogę wspierać pewne różne korelacje (np. choroba ustępuje po okresie żarliwej modlitwy).

W podobny sposób można odeprzeć zarzuty Daniela Dennetta o naturalnym pochodzeniu religii. Naturalizacja samej religijności nie wyklucza, że treści wierzeń religijnych są prawdziwe. Spośród wybitnych ewolucjonistów podkreśla to m.in. Robin Dunbar (np. w zbiorze esejów Ile przyjaciół potrzebuje człowiek), choć sam pozostaje bardzo sceptyczny co do kwestii istnienia Boga.

Oczywiście, można zripostować w stylu Dawkinsa, że nasz pacjent powinien raczej podziękować lekarzom, którzy swoim wysiłkiem uratowali mu życie, a nie popadać we własne urojenia. Nie widzę jednak powodu, by całkowicie porzucić „cudowną” interpretację takiego przypadku. Owszem, nie jest ona najbardziej „ekonomiczna”, bo postuluje ponadnaturalne byty, ale sama w sobie nie prowadzi do sprzeczności. Taką interpretację można próbować sprowadzić do absurdu (co znakomicie wychodzi Dawkinsowi), na przykład łącząc ją z wykpieniem obrazu Jahwe ze Starego Testamentu. Taki zgrabny zabieg retoryczny jest jednak skuteczny wyłącznie wtedy, gdy „cudowna interpretacja” łączy się z naiwnym teizmem. Sam teizm może jednak przyjąć bardziej wyrafinowaną formę, dzięki czemu sprowadzanie wiary do absurdu przestaje działać.

Dziura epistemologiczna

Michał Heller zauważa, że Wszechświatowi przypisać można dwie powiązane wzajemnie cechy – racjonalności i matematyczności. Te cechy sprawiają, że Wszechświat daje się racjonalnie badać, za pomocą matematycznych metod – czyli możemy wyjaśniać i przewidywać zjawiska dzięki formułowaniu matematycznych praw i modeli.

Nauka, która bez tej racjonalności nie mogłaby powstać, przyjmuje ją za trywialny fakt. Ten fakt, jak przekonuje Heller, nie jest jednak trywialny choćby z tego powodu, że sama nauka nie potrafi udzielić odpowiedzi na pytanie, dlaczego odkrywane przez uczonych równania „rządzą” zjawiskami. Nawet jeżeli poznamy wszystkie prawa, dzięki którym Wszechświat doszedł do punktu, w którym obecnie się znajduje, to jednak ciągle nie będziemy wiedzieć, skąd te wszystkie prawa się wzięły. Mówiąc bardziej poetycko, otwarte pozostanie pytanie, „kto lub co dało zapłon istnienia matematycznym strukturom”. Odpowiedź Hellera zdaje się oczywista – to Bóg jest twórcą praw przyrody.

To między innymi w tym spostrzeżeniu filozoficznego oparcia dla swojej wiary szukać może wyrafinowany teista. Oczywiście, jest to swoiste posługiwanie się „Bogiem zapchajdziurą”, ale dla zatkania dziury innego rodzaju niż tej, które próbuje zatkać naiwny teista, zamiast zaufać naturalistycznej metodzie naukowej. Fenomenu racjonalności świata znaturalizować nie można. Wszelkie podejmowane ku temu próby, na przykład wykorzystujące ideę Wieloświata, są równie pozanaukowe, jak twierdzenie o istnieniu Boga.

Racjonalność i matematyczność świata zachwyca fizyków i często wpływa na to, że ich poglądy dryfują ku deizmowi; do „deistycznej religijności” zasadzonej na kontemplacji racjonalności przyznaje się również Dawkins (jak wynika z cytatu przywołanego przez Piotra). Różnica pomiędzy Hellerem i Dawkinsem polega na tym, że Dawkins, w przeciwieństwie do Hellera, nie przypisuje przyczyny racjonalności świata Bogu.

Jeszcze lepiej wyjaśnił to sam Heller zaskoczonemu zbieżnymi poglądami Dawkinsowi po interesującej dyskusji, w której obaj wzięli udział. Różnica pomiędzy nimi, wyjaśnił Heller, dotyczy pisowni – polski uczony zapisuje „Racjonalność” przez duże „R”, podczas gdy brytyjski biolog – przez małe.

Program BBC „God Under the Microscope” z udziałem Michała Hellera i Richarda Dawkinsa

Michał Heller twierdzi nawet, że Wszechświat, który byłby nieracjonalny, nie mógłby istnieć. Samo istnienie Wszechświata byłoby zatem tą różnicą, pomiędzy „Wszechświatem z Bogiem” i „Wszechświatem pozbawionym Boga”, której poszukiwał Dawkins. To jednak nie jest dobre miejsce, by głębiej analizować filozoficzną doniosłość takiej tezy.

Sam Dawkins nie jest ateistą naiwnym – uznaje przecież, że istnienie Boga nie jest wykluczone, jedynie tak mało prawdopodobne, jak istnienie wróżek czy jednorożców, a wiara w Boga byłaby „nieekonomiczna” poznawczo. Heller, na podstawie swoich filozoficznych dociekań, kwestii istnienia Boga przypisuje o wiele wyższe prawdopodobieństwo.

Problemy wyrafinowanego teisty

Istnienie argumentu „z racjonalności Wszechświata” nie oznacza jednak, że przed wyrafinowanym teistą nie piętrzą się filozoficzne i teologiczne problemy.

Wielu religiom rzeczywiście nie wystarczy spostrzeżenie, że Bóg może działać poprzez prawa przyrody, bowiem wymagają wiary we wspomniane przez Piotra Koca macierzyństwo dziewicy, chodzenie po wodzie czy podróż do nieba na koniu. Czy wyrafinowany teista powinien traktować to wszystko jako przesądy? Gdyby tak było, rzeczywiście nie dałoby się odróżnić tego stanowiska od ateistycznie nacechowanego deizmu.

Co więcej, o ile fizykom czy kosmologom z łatwością przychodzi kontemplacja racjonalności czy harmonii Wszechświata – czy to pod wpływem niewątpliwego uroku samego kosmosu, czy ze względu na swoiste piękno ukryte w samych teoriach fizycznych (którego naturę w Śnie o teorii ostatecznej opisuje Steven Weinberg), o tyle trudniej osiągnąć ją biologom. Oni, jak Dawkins w Rzece genów, o wiele wyraźniej dostrzegają okrucieństwo wpisane w naturę:

Całkowita ilość cierpień będących co roku udziałem wszystkich żywych stworzeń przekracza wszelkie wyobrażenie. W ciągu minuty, jaką zajęło mi napisanie tego zdania, tysiące zwierząt zostało zjedzonych żywcem, tysiące uciekało przed śmiertelnym niebezpieczeństwem umierając ze strachu, tysiące było powoli drążonych od środka przez pasożyty, tysiące umierało w koszmarnych mękach z głodu, pragnienia i choroby.

Gdyby istniało prosty sposób na rozwianie tych wątpliwości, ateizm nie zyskałby takiej popularności. Jednak dla zwolenników teistycznego światopoglądu fakt, że nie znają odpowiedzi na takie pytania, nie musi być powodem do niepokoju. Mogą oni uznać, że umysł ludzki po prostu nie jest w stanie zgłębić wszystkich tajemnic Wszechświata (co, rzecz jasna, nie zwalnia teologów z obowiązku poszukiwania przekonujących odpowiedzi).

Bardzo znamienne, że podobne rozterki możemy wyczytać u samego Karola Darwina:

A  mimo  to  patrząc  na  ten  wspaniały  Wszechświat,  a  zwłaszcza zastanawiając  się  nad  naturą  człowieka,  nie  mogę  zadowolić  się wnioskiem,  że  wszystko  to  jest  wynikiem  działania  bezrozumnej  siły. Skłonny  jestem  uznać,  że  wszystko  jest  rezultatem  działania bezwzględnych praw, a poszczególne zjawiska – zarówno dobre, jak i złe – są pozostawione grze tego, co nazwalibyśmy przypadkiem. Nie znaczy to, aby ten wniosek zadowalał mnie w zupełności. Szczerze czuję, że całego tego zagadnienia umysł ludzki zgłębić nie jest w stanie. To tak jakby pies zastanawiał się nad poglądami Newtona.

Podsumowując tę małą dyskusję, zgadzam się z Piotrem Kocem prawie we wszystkim. Tylko w jednej kwestii idę o krok dalej – skoro na podstawie racjonalności świata (istnienia praw przyrody) można przyjąć istnienie jakiegoś nieokreślonego Absolutu (czyli przystać na deizm), można też uznać, że ten Absolut obdarzony jest jakąś formą świadomości (czyli zaakceptować teizm). Sama nauka nie rozstrzyga, która z tych interpretacji jest właściwa.

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Filozof i kognitywista z Centrum Kopernika Badań Interdyscyplinarnych oraz redaktor działu Nauka „Tygodnika”, zainteresowany dwiema najbardziej niezwykłymi cechami ludzkiej natury: językiem...

Dodaj komentarz

Uwaga! Przypominamy o ciszy wyborczej. Trwa ona od północy z 10 na 11 lipca do momentu zakończenia głosowania w wyborach prezydenckich 12 lipca. W tym czasie nie wolno prowadzić agitacji wyborczej, również w internecie. Za złamanie zakazu agitacji grozi kara grzywny.

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Dziekuje za ciekawy artykul. Prosilbym jednak o rozwiniecie tezy, ze "Cuda są kwestią interpretacji". Podany w artykule przyklad z reemisja nowotworu nie siega sedna problemu, gdyz nie jest tutaj naruszany zaden kanon wiedzy naukowej. Bylbym niezmiernie wdzieczny za wskazowke jak ma poradzic sobie wierzacy fizyk z cala gama cudow biblijnych, ktore brane doslownie stoja w jawnej sprzecznosci z podstawowymi zasadami zachowania? O ile mi wiadomo kosciol rzymsko-katolicki nie dopuszcza tutaj interpretacji symbolicznej. Co wiecej - czy doslowna interpretacja cudow nie uwlacza samemu Bogu, ktory w celu realizacji swoich planow musi lamac podstawy wlasnego dziela?
Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz