Religijne mózgi. Dlaczego ludzie wierzą?

Religijne mózgi. Dlaczego ludzie wierzą?

28.12.2014
Czyta się kilka minut
Co mają wspólnego pacjenci z rozciętymi półkulami mózgowymi, szufelki do śniegu, kurze łapki i reguły moralne? Według psychologa Michaela Gazzanigi mówią sporo o pochodzeniu religii.
R

Relacje nauki i religii są skomplikowane. Naukowcy z reguły godzą się ze stwierdzeniem, że prawdziwości treści wierzeń religijnych nie da się zweryfikować za pomocą nauki. Nie można umrzeć, sprawdzić, czy istnieje piekło i wrócić do życia, by opublikować artykuł na pierwszej stronie „Science”, nie można też zliczyć chórów anielskich ani dziewic, które mają czekać na poległych w walce za Islam. Nie da się naukowo rozstrzygnąć, czy istnieje Jahwe, Allah, Światowid, Latający Potwór Spaghetti, wszyscy naraz czy może żaden z nich.

Różnych pomysłów eksperymentalnej weryfikacji twierdzeń religijnych nie brakowało. Koronnym przykładem może być tzw. Wielki Eksperyment Modlitewny (ang. Great Prayer Experiment), w ramach którego modlono się w intencji pewnej grupy pacjentów i obserwowano, czy wraca ona do zdrowia szybciej od grupy, za którą nie zanoszono żadnych modlitw. Tego typu badania uwłaczają albo jakiejś religii, albo metodologii nauki, a często zarówno metodologii i religii.

Ale religie – powszechne i obecnie, i w przeszłości, również bardzo odległej – są tak istotnym elementem ludzkiej kultury, że nauka musi zmierzyć się z zagadnieniem ich istnienia, jeśli sama chce pozostać wiarygodna. Współcześnie to trudne wyzwanie podejmują nauki ewolucyjne i poznawcze. Na ich bazie można stawiać sensowne hipotezy dotyczącej ludzkiej tendencji do tworzenia i wyznawania religii.

Lewopółkulowy interpretator

Michael Gazzaniga prowadził badania nad pacjentami z tzw. rozszczepionym mózgiem (ang. split-brain), czyli z przeciętym spoidłem wielkim, które jest wiązką komórek nerwowych, łączącą obie półkule mózgowe. Operacja przecięcia spoidła – kalosotomia – stosowana niekiedy w przypadku cierpiących na ciężką, lekoodporną padaczkę, sprawia, że półkule niemal nie mogą się ze sobą kontaktować (istnieją jeszcze mniejsze spoidła – przednie i tylne, czasami również operacyjnie przecinane, obie półkule mają też kontakt z pniem mózgu – strukturę kontrolującą najbardziej podstawowe funkcje życiowe).

Obie półkule, które tworzą ewolucyjnie najmłodszą, a więc odpowiedzialną za najwyższe funkcje umysłowe warstwę mózgu, specjalizują się w innych zadaniach i kontrolują inne rejony ciała (co wiemy m.in. właśnie dzięki badaniu pacjentów z przeciętym spoidłem). Dlatego w warunkach eksperymentalnych u osób z rozszczepionym mózgiem można obserwować zadziwiające zachowania.

Specjalizacja półkul to temat na osobny artykuł. Na potrzeby tego tekstu zaznaczmy tylko, że w lewej półkuli (z wyjątkiem niewielkiego odsetka osób leworęcznych) znajduje się odpowiedzialny za generowanie mowy ośrodek Broki, a obie półkule kontrolują przeciwległe dłonie – prawa lewą, a lewa prawą. W dodatku skrzyżowanie nerwu wzrokowego sprawia, że obraz z prawej części pola widzenia trafia wyłącznie do lewej półkuli, a lewego – do prawej. Korzystając z tego ostatniego faktu, zespół Gazzanigi u osób z rozszczepionym mózgiem (półkule nie są połączone, a więc nie mogą wymieniać się informacjami) mógł kontrolować, jakie informacje wzrokowe trafią do prawej, a jakie do lewej półkuli.

Podczas jednego z eksperymentów w polu widzenia wyłącznie prawego oka – czyli w obrazie przeznaczonym tylko dla lewej półkuli – wyświetlono kurzą łapkę. W polu widzenia lewego oka – czyli prawej półkuli – pokazano zaśnieżony obrazek. Pacjent został poproszony o wskazanie ręką obrazka, który kojarzył mu się z tym, co zobaczył na ekranie. Lewą ręką – którą kontroluje półkula prawa, ta sama, której przedstawiono obrazek ze śniegiem – pacjent pokazywał szufelkę do śniegu, a prawą – kontrolowaną przez lewą półkulę – kurę. Zapytany dlaczego wybrał akurat te obrazki, pacjent stwierdzał, że zobaczył kurzą łapkę, co kojarzy mu się z kurnikiem, a ten z pewnością należy posprzątać – stąd decyzja o wskazaniu również na szufelkę.

Lewa półkula, która generowała mowę (w niej znajduje się ośrodek Broki), nie miała pojęcia, dlaczego lewa ręka pokazała szufelkę do śniegu, i sama dopowiedziała sobie wyjaśnienie. Pacjent nie zdawał sobie sprawy z tego, że jego prawa półkula „widziała” (w cudzysłowie, ponieważ filozofowie doszukaliby się w takim stwierdzeniu tzw. błędu mereologicznego) obrazek ze śniegiem i dlatego pokierowała lewą rękę na rysunek z szufelką. Był przekonany, że jego cykl rozumowania jest dokładnie taki, jak został przez niego opisany. Nie stwierdził, że nie wie, dlaczego obok kury pokazał też szufelkę. Lewa półkula nie przyznała się do braku wiedzy – na poczekaniu wymyśliła wyjaśnienie. Zaobserwowany przez siebie mechanizm Gazzaniga nazwał lewopółkulowym interpretatorem rzeczywistości.

Interpretator zdradzał swoje istnienie w wielu podobnych sytuacjach. Prawa półkula odczytywała umieszczoną w lewej części pola widzenia instrukcję „uśmiechnij się”. Zapytany o to, dlaczego rzeczywiście się uśmiecha, pacjent odpowiadał: „przeprowadzacie takie zabawne eksperymenty”. Gdy prawej półkuli podsunięto nakaz wyjścia z pomieszczenia, pytany o powód odejścia pacjent wyjaśniał, że właśnie zachciało mu się pić i idzie po wodę. Gazzaniga wnioskuje, że lewa półkula snuje teorie, przyjmując pierwsze lepsze sensowne wyjaśnienie, doszukuje się sensu w różnych zjawiskach, których prawdziwych przyczyn nie zna. Funkcjonowaniem interpretatora Gazzaniga tłumaczy również m.in. samoświadomość (interpretator, który stale pracuje, tworząc najróżniejsze teorie, w pewnym momencie pyta, kto rozwiązuje wszystkie te problemy – i tworzy poczucie własnego „ja”). Interpretator lubi porządek i tworzy go nawet tam, gdzie w rzeczywistości go nie ma.

No dobrze, a co to wszystko ma wspólnego z religią?

W świetle ewolucji

„Nic w biologii nie ma sensu, jeśli nie patrzy się na nią pod kątem ewolucji” – to słynne stwierdzenie Theodosiusa Dobzhansky’ego stało się metodologicznym mottem współczesnej biologii. W mechanizmach biologicznych poszukuje się ewolucyjnych adaptacji – usprawnień (biorących się z korzystnych mutacji genetycznych), które zwiększają zdolności reprodukcyjne organizmów (pomagają organizmom przeżyć oraz spłodzić potomstwo i je wychować).

Psychologia ewolucyjna szuka adaptacyjnych zachowań. Oparte na matematycznej teorii gier obliczenia pokazują, że adaptatywnym zachowaniem może być stosowanie się do zasad moralnych, zwłaszcza wśród organizmów, które tworzą złożone grupy społeczne. Pomaganie innym, powstrzymywanie się od kradzieży czy zabijania członków własnej społeczności czy gatunku, a nawet tworzenie związków monogamicznych może sprzyjać zdolnościom reprodukcyjnym, a więc może być promowane przez dobór naturalny i dobór płciowy (więcej w artykule Mateusza Hohola „Dlaczego człowiek jest z natury dobry”)

Nie brakuje badań, które sugerują, że w ludzkich mózgach ewolucyjnie zakodowane są pewne uniwersalne systemy moralne (więcej na ten temat w artykule profesora Bartosza Brożka „Gilotyna Hume’a: moralność poza granicami nauki?”). Jeśli w naszych mózgach wbudowane są zasady moralne, zgodnie z którymi powinniśmy postępować, interpretator będzie miał dostęp do tych danych. Co z nimi zrobi?

Zdaniem Gazzanigi – wymyśli religię (czy raczej nakłoni do uwierzenia w którąś  z istniejących). Innymi słowy, według amerykańskiego psychologa wierzenia religijne to efekt działania interpretatora, który w ten sposób radzi sobie z ewolucyjnie wbudowanymi zasadami moralnymi. Interpretator napotyka na regułę: postępuj moralnie, a ponieważ musi wyjaśnić, dlaczego należy się do tej reguły stosować, wymyśla Boga, nieśmiertelną duszę i wieczne zbawienie lub karę za niemoralne życie.

Dwa języki, dwie metody, dwa obrazy

Trudno powiedzieć, czy hipoteza Gazzanigi jest prawdziwa. Bez wątpienia jest to jedna z najbardziej fascynujących propozycji wyjaśnienia fenomenu istnienia religii. Co jednak istotne, z pewnością na jej podstawie nie można deprecjonować wierzeń religijnych. Istnienie interpretatora nie neguje rzeczywistości duchowej – ono jedynie wyjaśnia, dlaczego ludzie często w taką rzeczywistość wierzą.

Celem naturalistycznego podejścia do religii – proponowanego przez nowoczesną naukę – nie jest stwierdzenie, czy treść danych wierzeń religijnych jest prawdziwa czy fałszywa. Celem jest wkomponowanie religii w spójny obraz świata, uwzględniający obowiązujące teorie naukowe. Byłoby źle, gdyby nauka nie była w stanie tego zrobić.

Różnice pomiędzy nauką a religią biorą się stąd, że posługują się one innymi językami i różnymi metodami, dlatego – mówiąc językiem filozofów – budują inne ontologie. I nie ma w tym nic nadzwyczajnego. Wschód słońca można opisać zarówno utworem poetyckim, jak i skomplikowanym równaniem matematycznym. Obydwa opisy – jakże różne – odnosić się będą do jednego zjawiska. Wrodzone zasady moralne można opisać jako produkt ewolucji, albo jako otrzymane od Stwórcy sumienie, wraz z zapisanym w nim Jego odwiecznym prawem. Unikalnego sposobu opisu nie ma. Teorie naukowe z powodzeniem można interpretować zarówno teistycznie, jak i ateistycznie. Nauka sama w sobie nie wspiera żadnego światopoglądu: ani teistycznego, ani ateistycznego.

Czym w ogóle jest nauka?

Problem relacji nauki i religii jest niezwykle skomplikowany również dlatego, że trudno odizolować go od nierozstrzygalnego filozoficznego sporo o to, czym w ogóle jest nauka i co wyróżnia naukę od działalności, która nauką nie jest. Mówiąc językiem filozofii nauki – aby móc analizować relacje nauki i religii, najpierw należałoby wskazać kryterium demarkacji nauki od nie-nauki (pseudonauki). Bodaj najszerzej akceptowane – zwłaszcza wśród praktykujących naukowców (czy lepiej: osób uważanych za naukowców – przecież bez definicji nauki trudno nawet zidentyfikować naukowca) – kryterium demarkacji zaproponował Karl Popper. Ten znany austriacki filozof uznał, że teorie naukowe to te, które można poddać falsyfikacji – czyli da się wskazać warunek, po spełnieniu którego teoria zostanie uznana za fałszywą.

Hipoteza, zgodnie z którą Księżyc zbudowany jest z białego sera, a cały biały ser znajdujący na Ziemi bierze się ze spadających odłamków Księżyca, z pewnością jest fałszywa, ale – zgodnie z kryterium Poppera – jest naukowa. Można ją łatwo sfalsyfikować – polecieć na Księżyc i przekonać się, że nie ma tam ani grama jakiegokolwiek sera (chyba że członkowie programu Apollo byli smakoszami nabiału i urządzili sobie w jakimś kraterze kosmiczny piknik).

Teoria, która głosi, że cały Wszechświat, wraz ze stanami mentalnymi, całą wiedzą i wspomnieniami wszystkich osób, ze wszystkimi muzeami, szkieletami dinozaurów, aktualnymi cenami paliwa i kolejkami w supermarketach, został stworzony dokładnie przed pięcioma sekundami, naukowa nie jest. Nie można zaproponować eksperymentu, który mógłby tę teorię obalić. Popperowskie kryterium demarkacji jest zgrabne, zrozumiałe i – przynajmniej do pewnego stopnia – użyteczne. Ale już niewielu naukowców zdaje sobie sprawę, jakie filozoficzne konsekwencje wywołuje przyjęcie koncepcji Poppera.

Nawiasem mówiąc, nie ma w tym nic złego. Gdyby każdy zastanawiał się nad kryterium demarkacji, na świecie nie byłoby żadnego naukowca, za to roiłoby się od filozofów nauki. I powstałyby pewnie fantastyczne koncepcje, ale korespondencja pomiędzy autorami konkurencyjnych pomysłów najszybciej dokonywałaby się za pomocą gołębi pocztowych.

Hipotezy, takie jak ta sformułowana przez Gazzanigę, filozoficznego problemu relacji nauki i religii nie rozwiążą. Ale pozwalają na prowadzenie na ten temat coraz bardziej interesujących dyskusji.

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Filozof i kognitywista z Centrum Kopernika Badań Interdyscyplinarnych oraz redaktor działu Nauka „Tygodnika”, zainteresowany dwiema najbardziej niezwykłymi cechami ludzkiej natury: językiem...

Dodaj komentarz

Uwaga! Przypominamy o ciszy wyborczej. Trwa ona od północy z 10 na 11 lipca do momentu zakończenia głosowania w wyborach prezydenckich 12 lipca. W tym czasie nie wolno prowadzić agitacji wyborczej, również w internecie. Za złamanie zakazu agitacji grozi kara grzywny.

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Fantastyczny tekst, bardzo mi się podobał, ale nie ze wszystkimi tezami z niego zgadzam się. Wątpliwości dotyczą definiowania wiary, religii i nauki oraz relacji pomiędzy nimi. ► cytat: "Teorie naukowe z powodzeniem można interpretować zarówno teistycznie, jak i ateistycznie. Nauka sama w sobie nie wspiera żadnego światopoglądu: ani teistycznego, ani ateistycznego." ► To nie jest tak. Poglądem jest tylko pogląd teistyczny. Nie istnieje pogląd ateistyczny w sensie jego treści. Jest to logiczne dopełnienie tego pierwszego, teistycznego, jest jego brakiem. Ateizm jest brakiem treści teistycznej. Jest pusty. Niczemu nie zaprzecza. Jedynie nie przyjmuje ustaleń poglądu teistycznego. To jest bierne nie przyjmowanie. Z tym się rodzimy. Zawsze, gdy nie odnosimy się do elementów poglądu teistycznego, z automatu znajdujemy się poza nim, czyli w strefie jego braku, czyli w strefie ateistycznej. ► Naukę można rozumieć na dwa sposoby. Pierwszy to metoda, a drugi to to, co tą metodą zgromadziliśmy. W potocznym rozumieniu te dwie definicje przeplatają się ze sobą, często ich nie rozróżniamy, ale gdy przychodzi do szczegółów, trzeba koncentrować się na jednej z nich. Można by powiedzieć, że są to dwie właściwości tego samego zjawiska, ale każda z nich w praktyce istnieje niezależnie od drugiej. Mogą to być zasoby wiedzy opatrzone taką etykietką, co firmuje ich jakość. Może to być sama metoda naukowa, której parametry ludzkość dopracowywała po to, by dawało się nią separować wiedzę uwiarygodnioną od reszty. ► Nie wyobrażam sobie teistycznej interpretacji teorii naukowych. Co by to miało być? Dodanie innych jeszcze dowodów? Przecież to jest podejście naukowe. Negacja czegoś w dorobku nauki? To nic nowego i nie jest interpretacją lecz czystą negacją. ► Również nauka nie wspiera w żadnym stopniu niczego, co jest teistyczne, bo byłoby to sprzeczne z definicją metody naukowej. W tym sensie wspiera więc wszystko poza podobnymi do teistycznego sposobami widzenia świata. A co jest tym kryterium podziału na strefy wspierania? ► cytat: "trudno odizolować go od nierozstrzygalnego filozoficznego sporu o to, czym w ogóle jest nauka i co wyróżnia naukę od działalności, która nauką nie jest." ► Z tym właśnie się nie zgadzam, a naukę jako metodę zdefiniowałem powyżej. Definicja jest, można z niej skorzystać przy rozróżnianiu. Każda działalność, która rezygnuje w jakimś stopniu z tej metodyki przestaje być nauką. Celem nauki jest opisywanie świata. Oczywiście jest ono celowe (jaki to cel?) wtedy, gdy ten opis jest prawdziwy. Celem jest możliwość przewidywania przyszłości. Prawdziwe ustalenia nauki dadzą nam skutki, które na podstawie wiedzy naukowej umiemy poprawnie prognozować. ► Zauważmy, że jest to idealnie ten sam cel, który w toku ewolucji realizowały organizmy żywe. Przypadkowe mutacje (geny) dokładnie odpowiadają przypadkowym hipotezom (memetyczne memy), które stawiamy sobie chcąc opisywać świat. Ta prawdziwość (lub fałszywość) pojawia się podczas ich testowania. Skuteczne zwiększają szansę na przeżycie. Tak samo geny, jak hipotezy. Czy są prawdziwe? Tak, ale tylko w danym kontekście. Istota przystosowana do pewnego środowiska, stosując tę samą, dotąd skuteczną metodę zachowania, w innym środowisku może się natknąć na jej fałszywość. To samo dzieje się w nauce. Hipoteza uwiarygodniona w pewnych specyficznych warunkach, w innych nie działa, nie jest prawdziwa. ► Dlatego w naukę wpisany jest sceptycyzm. Musimy, będąc w zgodzie z metodą naukową, zawsze być gotowi na powtórne weryfikacje i konieczność zmiany zdania, konieczność odrzucenia tego, co dotąd uważaliśmy za prawdę. Prawda to wynik operacji logicznej, porównania, i gdy pojawia się wynik (prawda lub fałsz), to z obszaru niewiedzy wkraczamy w obszar wiedzy, poszerzania obszaru opisu świata. ► Opis świata, ten prawdziwy, powstaje wyłącznie dzięki pozytywnym sprawdzeniom (dowodom). Jego składniki, hipotezy uwiarygodnione, istnieją tam dopóki istnieją dowody na ich potwierdzenie. ► I w tym miejscu pojawia się coś, co jest alternatywą dla sprawdzenia. To jest przyjmowanie prawdziwości (lub fałszywości) bez sprawdzenia - wiara. ► Cały problem nie sprowadza się do religii i nauki ale do wcześniejszych pojęć - do wiary i sceptycyzmu. Chodzi o to, w jaki sposób traktujemy hipotezy. Gdybyśmy poszukali analogii do genów, to sprawa jest prosta. Skuteczność i wynikające z niej przetrwanie. Błąd w uznaniu prawdziwości skutkuje brutalnym unicestwieniem czyli przegraną z konkurencją, która lepiej wybrnęła z tego problemu. Czasem może to być przestawienie się na rolę żywiciela sprytniejszego pasożyta, którą to rolę należy rozważyć również dla posługujących się hipotezami ludzi. ► Religia jest systemem, którego celem istnienia nie jest tłumaczenie czegokolwiek. Żadna religia nigdy, niczego nie wytłumaczyła, bo cokolwiek, co było wytłumaczone, to musiało być jakoś uzasadnione, a więc nie wynikało z wiary w dogmat ale z procesu dowodzenia i zostało przez religię zawłaszczone. Będąc dorobkiem ludzkiego rozumu, działania naukowego sceptycyzmu dostało etykietkę "daru od boga". Religie są zbiorem kłamstw i dzięki nim istnieją. ► Religie istnieją dlatego, bo opierają się na wierze, bo są sposobem na władzę nad wierzącymi. Teoretycznie sceptyczna istota (zwierzę lub człowiek) ma szansę sprawdzenia hipotezy (zachowania się). Istota wierząca rezygnuje ze sprawdzenia, podporządkowuje się memetycznej treści, za którą stoi korzyść tego, kto zarządza treściami religijnymi. ► Wiara ma cechę trwania przy pewnej "wiedzy" wbrew argumentom, wbrew innej, zweryfikowanej wiedzy. Wiara to likwidacja sceptycyzmu, poszukiwania prawdziwości oraz przyznawania się przed sobą do błędu. Wiara to absolutne podporządkowanie się. ► Można by zapytać, dlaczego ewolucyjnie pojawiło się coś takiego jak wiara lub podatność na nią. Przecież może być źródłem błędnego, utrwalonego opisu świata. Wydaje się, że głównym powodem może być to, że (całej) wiedzy o świecie nie dostajemy w genach. Wiele musimy się nauczyć, przyswoić sobie to, co ludzkość wypracowała przez czas swego istnienia. Dla gatunku ludzkiego jest to szczególnie istotne, bo żaden inny gatunek tak wiele wiedzy tą drogą nie przekazuje. Zwłaszcza w początkach naszego życia, dla przetrwania, potomstwo powinno bezkrytycznie przyswajać to, co inni (wychowawcy) przekazują jako opis świata i zbiór reguł skutecznego przetrwania w świecie. ► Ewolucyjnie, bez odpowiednich manipulacji, każda istota ludzka wychodzi z tego okresu i ma szansę wyrosnąć na istotę sceptyczną. Nie dzieje się tak wyłącznie z powodu działania systemu utrwalającego infantylność. I to jest ta główna przyczyna istnienia religii - produkcja umysłów posłusznych. Wiara w sensie dogmatycznym do niczego, nigdy nam nie jest potrzebna. To nieprawda, że ona "służy" utrwalaniu zasad moralnych. Jest przecież wiele społeczeństw, gdzie niewierzący są w przewadze i nic złego z tego nie wynika. Nie trzeba im na siłę wbijać czegoś w głowę, tłumacząc to kłamstwami o nagrodach i karach od religijnego władcy absolutnego. Ci ludzie rozumieją potrzebę takich reguł lub przyjmują je jako elementy systemu, w którym wszyscy istniejemy, lub też uzasadniają to tradycją. Taka tradycja to coś, co jest sprawdzone i uznane za dobre. Można się tu dopatrzyć analogii do wiedzy naukowej i tego, jak z niej korzystamy. ► cytat: "Gdyby każdy zastanawiał się nad kryterium demarkacji, na świecie nie byłoby żadnego naukowca, za to roiłoby się od filozofów nauki." ► To nie jest prawda. Wszyscy jesteśmy posiadaczami pewnej wiedzy. Rzecz w tym, by mieć do niej dystans, by móc pogodzić się z tym, że coś w niej może być fałszywe i trzeba będzie to skorygować. Wiara nie pozwala na to. Zamyka drogę do wątpienia. A człowiek sceptyczny to nie od razu naukowiec. Naukowiec to ktoś, kto realnie stosuje tę metodę do weryfikacji. My na co dzień korzystamy z gotowców. My, sceptycy, mówimy sobie - tak zrobię, bo uważam, że to prawda, ale jesteśmy gotowi na weryfikację, dopuszczamy swoje w tym błądzenie. Wierzący nie dopuszcza. Tak samo wierzący religijnie, jak i wierzący "naukowiec", który nie jest naukowcem, bo nie spełnia definicji sceptycyzmu, i nagina jakieś dane, żeby pasowały do jego koncepcji. Skutkiem ich istnienia jest fałsz, który pojawia się między nami, który deprecjonuje autorytet metody naukowej i jej dokonań. Głównym celem istnienia takich systemów jest władza absolutna, i im głupszymi i mniej samodzielnymi uda się uczynić podlegających takiej władzy, tym lepiej ona spełnia swoje zadanie. ► cytat: "[...] według amerykańskiego psychologa wierzenia religijne to efekt działania interpretatora, który w ten sposób radzi sobie z ewolucyjnie wbudowanymi zasadami moralnymi." ► To zbyt duże uproszczenie. Interpretator działa tak, jak go wytresowaliśmy. Jeśli podbudujemy go sceptycyzmem, to częściej będzie nas stawiał na pozycji "nie wiem", "nie rozumiem", co przecież zdarza się chyba każdemu z nas, tak jak i to, że gdy coś nam podpowiada to widzimy od razu, że to nie ma sensu.
Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz