Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Niedziela na Wenus

Niedziela na Wenus

11.10.2016
Czyta się kilka minut
Sytuacja katolika w kosmosie jest dość skomplikowana...
Chrystus w domu Szymona Faryzeusza (Peter Paul Rubens, 1618-1620), WikiArt.org
K

Kiedy w październiku 2007 roku na Międzynarodową Stację Kosmiczną miał wyruszyć pierwszy kosmonauta z Malezji, dr Szeikh Muszaphar Szukor, tamtejsze władze ogłosiły zasady postępowania muzułmanów w kosmosie (por. depesza KAI z 2 maja 2007 r.). Okazało się, że w warunkach panujących na orbicie ciężko przestrzegać wielu obowiązujących w islamie reguł, zwłaszcza że lot przypadał akurat na okres ramadanu. Otóż stacja kosmiczna porusza się z prędkością 27 tys. km/h, nieustannie zmieniając położenie względem Mekki, ku której podczas modlitwy muzułmanin powinien się zwracać. Z taką prędkością okrąża ona Ziemię 16 razy na dobę, więc przestrzeganie wszystkich pięciu obowiązkowych modlitw od wschodu do zachodu Słońca wiązałoby się z odmawianiem ich 80 razy w ciągu doby. W nieważkości tak prosta czynność jak umycie się, to nie lada wyzwanie - woda nie spływa tam grzecznie do kratki u dołu prysznica, tylko zamienia się we wszędobylskie bąble, które latają swobodnie i kleją się do ciała - więc rytualne obmycie także jest skomplikowane logistycznie. Wreszcie - fruwając swobodnie, ciężko zachować przewidzianą regułami religii postawę. Postanowiono więc np., że zwracać się w stronę Mekki muzułmanin w kosmosie powinien tylko w miarę możliwości, a jeśli nie będzie dostępnych produktów halal, może jeść żywność niepewną rytualnie, na tyle, na ile będzie to potrzebne do zaspokojenia głodu.

Zabawne?

Zastanówmy się więc, czy sytuacja katolika w kosmosie nie jest równie skomplikowana. Wprawdzie Katechizm Kościoła Katolickiego nie nakazuje rygorystycznie obowiązkowych modlitw w ciągu doby, pozostawiając wybór form modlitwy wiernym (kan. 2699), zaleca jednak pewien „rytm modlitwy” (kan. 2698). Dobry katolik, dbający o swoje życie duchowe, podczas orbitalnej misji napotka więc dokładnie te same problemy. Czy modlitwę poranną i wieczorną powinien zmówić 32 razy w ciągu doby, za każdym razem, gdy Słońce widziane z iluminatorów Międzynarodowej Stacji Kosmicznej znika za krzywizną ziemskiego globu i się zza niej wynurza? Dodajmy też, że utrzymanie postawy na klęczkach w stanie nieważkości jest tak samo trudne, jak muzułmańskie upadnięcie na twarz w pokłonie.

A co ma zrobić katolik, gdy wybierze się na misję marsjańską? Bo wszystko wskazuje na to, że do takiej misji zostało nam znacznie mniej czasu, niż się jeszcze niedawno wydawało - przedsiębiorca wizjoner Elon Musk chce rozpocząć kolonizację Marsa już za sześć lat. Marsjański dzień (zwany sol) trwa niemal tyle samo, co ziemski, ale już rok marsjański trwa 687 naszych dni. To 1,8 razy więcej niż na Ziemi. Czy więc także np. Wielki Post na Marsie powinien trwać nie sześć tygodni, lecz - obliczmy 6 tygodni x 1,8 – dziesięć tygodni, pięć dni i cztery godziny? 

A co w przypadku planety zachowującej się tak, jak Wenus? (na samą Wenus raczej nie powinniśmy się wybierać: gigantyczny efekt cieplarniany sprawia, że na jej powierzchni, zależnie od pory dnia, panuje temperatura od 120 do 420 stopni Celsjusza). Na jeden obrót wokół własnej osi planeta potrzebuje aż 243 ziemskie doby. Owszem, jest to obrót wsteczny, więc doba słoneczna na Wenus jest krótsza: między kolejnymi wschodami słońca dla obserwatora na Wenus mija niecałe 117 dni ziemskich. Doba trwa tam więc 2808 naszych godzin. Skoro więc homiletycy zalecają, by dobre kazanie nie trwało dłużej niż 1/6 mszy, a posoborowa msza na Ziemi trwa mniej więcej godzinę, dobre kazanie na Wenus mogłoby śmiało trwać 19,5 ziemskiej godziny. O Wielkim Poście nawet strach pomyśleć: trwałby na Wenus 4914 ziemskich dni, czyli prawie 22 wenusjańskie lata (planeta obiega Słońce w niecałe 225 ziemskich dni).

Oczywiście, tak długie kazanie byłoby możliwe tylko wtedy, gdyby w pozaziemskiej kolonii znalazł się kościół (z budową kościoła na Wenus też byłby problem: tradycyjnie prezbiterium powinno być zwrócone ku wschodowi - jak to osiągnąć, gdy tam, wskutek wstecznego ruchu wirowego, słońce wschodzi na zachodzie, a zachodzi na wschodzie? - toż to problem porównywalny do zwracania się w modlitwie ku Mekce). W końcu skoro Elon Musk zapowiada, że w jego marsjańskim, liczącym docelowo milion mieszkańców mieście, będzie nawet pizzeria, więc może i na kościół znajdzie się miejsce w tamtejszych habitatach?. Natomiast jeśli Mszy nie dałoby się odprawić na miejscu, zawsze można polegać na transmisji radiowej z Ziemi. Ale tylko w pewnych odległościach. Wysłana w 1977 roku w podróż przez Układ Słoneczny sonda Voyager 1 w sierpniu 2012 roku przekroczyła jego zewnętrzną granicę i znalazła się w przestrzeni międzygwiezdnej. Dziś (w 2016 roku) znajduje się od Ziemi w odległości 135 jednostek astronomicznych (równych odległości Ziemi od Słońca, czyli 149 597 870,7 km). To niespełna 19 godzin świetlnych – czyli światło, a także fale radiowe, potrzebują 19 godzin, żeby ten dystans przebyć. Gdyby Voyager 1 był załogowym statkiem kosmicznym, transmisja niedzielnej sumy docierałaby doń w poniedziałek przed 7 rano...

Czasem bywamy tak bardzo przywiązani do rytuałów, obrzędów i tradycji, że spoza nich przestajemy dostrzegać ich istotę. Wtedy niedzielna Msza przestaje być godziną wygospodarowaną z tygodnia na spotkanie z Panem, a staje się obowiązkowym punktem programu do zaliczenia. Wtedy modlitwa ze „wzniesienia duszy do Boga” (KKK, kan. 2559) zamienia się w zagadywanie Boga. Wtedy niezjedzenie mięsa w piątek staje się ważniejsze niż podzielenie się posiłkiem z głodnym bliźnim.

Religia staje się wtedy buchalterią, a Bóg – Wielkim Księgowym.

Nasz Mistrz oburzał się na faryzeuszy, którzy zabraniali Jego głodnym uczniom łuskać kłosy w szabat. „To szabat został ustanowiony dla człowieka, a nie człowiek dla szabatu – nauczał. – Zatem Syn Człowieczy jest panem szabatu” (Mk 2, 27-28). To prawda, Jezus na kartach Ewangelii przestrzega przepisów Prawa: poddany został obrzezaniu (Łk 2, 21), polecił uczniom przygotować paschę (Łk 22, 7-13), a w szabat „udawał się swoim zwyczajem do synagogi” (Łk 4, 16). Ale Syn Człowieczy jest panem szabatu. Nie przychodzi znieść prawa, ale je wypełnić (Mt 5, 17). Jest większy niż religijne przepisy, bo jest ich sensem. Bez Niego – są tak absurdalne, jak obliczanie długości dobrego kazania na Wenus.

Katechizm Kościoła Katolickiego zaprasza wiernych do korzystania z bogactw tradycji Kościoła, która proponuje ów „rytm modlitwy” zamykający się w cyklu roku liturgicznego (kan. 2698), ale zachęca też do samodzielnego formowania własnych rytmów, „zgodnych z postanowieniem swojego serca i osobistą formą swojej modlitwy” (kan. 2699).

A papież Franciszek w adhortacji apostolskiej „Evangelii Gaudium” pisze:

W swoim nieustannym rozeznawaniu Kościół może także dojść do uznania swoich zwyczajów niezwiązanych bezpośrednio z rdzeniem Ewangelii – niektóre z nich są bardzo zakorzenione na przestrzeni historii – które dzisiaj nie są już interpretowane w taki sam sposób i których przesłanie zwykle nie jest właściwie odbierane. Mogę one być piękne, ale dzisiaj nie oddają tej samej posługi w dziele przekazu Ewangelii. Nie bójmy się dokonać ich przeglądu. Podobnie istnieją normy lub przykazania kościelne, które mogły być bardzo skuteczne w innych epokach, ale które nie mają już tej samej siły wychowawczej jako kanały życia. Św. Tomasz z Akwinu podkreślał, że przykazania przekazane ludowi Bożemu przez Chrystusa i przez Apostołów «są bardzo nieliczne»...”.

Papież Franciszek mówi: „nie bójmy się”. Zachęca do odwagi. Mamy być religijnymi astronautami. Astronautów w gwiezdnej misji obowiązują procedury. Ale swój cel osiągną tylko, jeśli będą odważni. I mądrzy.

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz