Sumienie pod mikroskopem

Sumienie pod mikroskopem

20.07.2014
Czyta się kilka minut
Mechanizm sumienia, jak wszystko w człowieku, ma swoją ewolucyjną genezę. Ale jego działanie wykracza poza ramy biologii i dotyka istoty człowieczeństwa.
Rys. AKG-IMAGES / EAST NEWS
P

Profesor Bogdan Chazan naraził się wielu, gdy w praktyce lekarskiej odwołał się do klauzuli sumienia i odmówił aborcji silnie upośledzonego płodu, a także wbrew prawu, ale zgodnie ze swoim sumieniem nie wskazał lekarza, który taką aborcję mógłby przeprowadzić. W przestrzeni publicznej zawrzało. Nagle bohaterem mediów stało się... samo sumienie. Dyskusja z jednej strony przypomniała, że sumienie sprawia kłopot: różnym ludziom podpowiada różne rzeczy, co prowadzić może do konfliktu interesów; z drugiej strony – że jego łamanie jest przekreślaniem człowieczeństwa. I na to starali się zwracać uwagę przede wszystkim przedstawiciele Kościoła. Czym jednak jest sumienie?
Wewnętrzny głos
W próbach opisu sumienia przeważa metafora głosu. „Sumienie jest najtajniejszym ośrodkiem i sanktuarium człowieka, gdzie przebywa on sam z Bogiem, którego głos w jego wnętrzu rozbrzmiewa” – przypomina soborowa Konstytucja o Kościele w świecie współczesnym „Gaudium et spes” (punkt 16). Katechizm Kościoła katolickiego z kolei stwierdza, że „jest ważne, by każdy wszedł w siebie, ażeby usłyszeć głos swojego sumienia i za nim pójść” (punkt 1779). Jest ono tak istotne, że trzeba iść nawet za głosem błędnego sumienia. Gdyby ktoś „dobrowolnie działał przeciw takiemu sumieniu, potępiałby sam siebie” – przekonują autorzy Katechizmu (punkt 1790), dodając jednocześnie, że nie zwalnia to nas z obowiązku ciągłego kształtowania swojego sumienia.
Kard. Joseph Ratzinger w jednym z ważnych wykładów („Sumienie i prawda”; 1992 r.) widzi w sumieniu „zmysł wewnętrzny”, dzięki któremu dobiega nas echo stworzenia przez Boga. Ówczesny prefekt Kongregacji Nauki Wiary odwołuje się przede wszystkim do słów św. Pawła, który w Liście do Rzymian mówi o sumieniu odkrywanym przez pogan bez pomocy zewnętrznego prawa: „Wykazują oni, że treść Prawa wypisana jest w ich sercach, gdy jednocześnie ich sumienie staje jako świadek, a mianowicie ich myśli na przemian ich oskarżające lub uniewinniające” (2, 15).
Tu pojawia się problem. Nie wyszliśmy wprost spod Bożych rąk – nasze stworzenie zapośredniczone jest w procesach naturalnych. Bóg stwarza poprzez ewolucję – dzisiaj nie da się już tej prawdy negować. Jeżeli zatem rzeczywiście sumienie to echo stworzenia, pojawia się pytanie, co tak naprawdę słyszymy: Boga czy wrodzone intuicje moralne będące ewolucyjnymi adaptacjami naszego gatunku?
Naukowcy zajmujący się badaniem ewolucji procesów mózgowych próbują identyfikować takie intuicje. Najpierw wskazano na poczucie sprawiedliwości i odruch troski o innych.
Mamy wrodzone poczucie sprawiedliwości. Gdy ktoś wobec nas postępuje uczciwie, jesteśmy zadowoleni i czujemy wdzięczność. Sytuacja się gwałtownie zmienia, gdy wykryjemy oszustwo. Pojawia się gniew – silna emocja, która skłania do altruistycznego (czyli kosztownego!) karania oszusta. Badacze mówią o istnieniu odpowiedniego psychicznego mechanizmu odpowiedzialnego za ten odruch. Potwierdzają to gry ekonomiczne, np. gra „Dobra wspólne”, która polega na przekazaniu do wspólnej puli części z otrzymanych pieniędzy, a następnie pula pieniędzy jest dzielona równo między graczy. W wersji, w której gracze mogą karać skąpców, skwapliwie z tego korzystają, nie bacząc na własne koszty.
Uczeni zidentyfikowali także neuronalne systemy odpowiedzialne za wywoływanie paniki u młodych, gdy czują się opuszczone przez opiekunów, oraz odruch opieki u dorosłych na sygnały potomstwa. Na tej wrodzonej empatii bazuje cały skomplikowany system kooperacji dorosłych w celu opieki nad dziećmi.
Moralność liberałów i konserwatystów
Wpływowy psycholog moralności Jonathan Haidt do tych dwóch obszarów zagadnień (sprawiedliwości i troski) dołożył kolejne trzy – lojalność wobec grupy, szacunek dla autorytetu oraz czystość/świętość (tzw. teoria fundamentów moralnych). Haidt zauważył, że z reguły liberalne środowiska akademickie świata zachodniego po prostu nie dostrzegają całych obszarów, z których motywację czerpią środowiska bardziej konserwatywne. Do czasu badań Haidta konserwatystów uważano za mniej dojrzałych moralnie od liberałów. Haidt wykazał jednak, że częstsze odwoływanie się przez konserwatystów do prawa związane jest z ich lojalnością wobec grupy i szacunkiem dla autorytetów, a nie z brakiem dojrzałości moralnej.
Okazało się także, że szersza i bardziej różnorodna dziedzina moralności, na której bazują konserwatyści (aż pięć fundamentów), sprawia, że potrafią oni bardziej precyzyjnie odtworzyć motywacje moralne swoich ideowych przeciwników. Liberałowie natomiast mają kłopot z odtworzeniem motywacji moralnej konserwatystów – najwyraźniej właśnie z powodu zbyt wąskiej moralnej perspektywy, opartej jedynie na sprawiedliwości, prawach jednostki i ochronie przed krzywdą. Co ciekawe, podobne wyniki dało badanie Anny Macko z 2012 r., przeprowadzone na grupie młodych polskich liberałów i konserwatystów.
Ideą przewodnią podejścia Haidta jest odwrócenie perspektywy: to nie rozum odczytujący absolutne normy, tylko podstawowe emocje moralne, będące automatycznymi reakcjami naszego mózgu na daną sytuację, są rzeczywistym motorem naszego moralnego działania. Jeśli w ogóle pojawia się argumentacja, to zwykle post factum jako racjonalizacja naszych intuicji. Haidt nie neguje możliwości podejmowania działań na podstawie moralnego rozumowania, stwierdza tylko, że myślenie racjonalne jest energetycznie kosztowne i mózg, jeśli nie musi się do niego uciekać, korzysta z łatwiejszych i energetycznie tańszych sposobów radzenia sobie z rzeczywistością. Dlatego w naszym codziennym życiu przeważają kierowane emocjami ewolucyjnie wykształcone odruchy. Nie bez powodu najbardziej wpływowy artykuł Haidta nosił tytuł „Emocjonalny pies i jego racjonalny ogon”.
Z tym opisem można się zgodzić. Nie ma jednak powodu, by taką intuicyjną automatykę nazywać od razu moralnością w sensie ścisłym. Przeciwnie, neuronaukowcy od dawna opisują podobne wrodzone automatyzmy w innych obszarach ludzkich działań.
Posiadamy wrodzoną wiedzę pozwalającą odruchowo odróżniać organizmy żywe od bytów nieożywionych, potrafimy kierować się prostymi zasadami mechaniki, a u dzieci mniej więcej czteroletnich uaktywnia się zdolność nazywana przez psychologów „teorią umysłu” (przypisywanie innym ludziom pragnień, myśli, zamiarów). Mamy zatem potoczną (intuicyjną) biologię, potoczną fizykę, potoczną psychologię – dlaczego nie mielibyśmy mieć potocznej (intuicyjnej) moralności? Jest ona jednak dopiero wstępem do moralności z prawdziwego zdarzenia.
Ekonomia cnoty
Poza tym Haidt nie docenia plastyczności mózgu i siły rozumu. Można się nauczyć kierować emocjami właśnie poprzez szukanie racjonalnych argumentów. Jeżeli będziemy konsekwentnie postępować za normami, które uznaliśmy za słuszne, z czasem w naszym mózgu wytworzą się nowe nawyki. Wrodzone odruchy i nabyte nawyki są porównywalne, jeśli chodzi o ekonomię mózgu. Możemy zatem przekuć energochłonne myślenie w energooszczędny nawyk. Tym jest właśnie nabywanie cnoty. Możliwość kształtowania różnych cnót wskazuje na o wiele większą rolę rozumu w moralności, niż skłonni byliby mu przyznać niektórzy neuronaukowcy.
Amerykański psycholog nie zauważa także, że wymienione przez niego fundamenty mają różny związek z moralnością. Trudno sobie wyobrazić, by poczucie sprawiedliwości mogło być wprost niemoralne: może być wadliwe, ale jako takie wręcz przynależy do istoty moralności. Podobnie jest z wrażliwością na krzywdę. Tymczasem lojalność wobec własnej grupy, związana z wrodzoną zdolnością rozpoznawania „swój–obcy” (niejednokrotnie ratującej życie naszym zwierzęcym przodkom), może łatwo prowadzić do ksenofobii i dyskryminacji.
Podobną łatwością rozmijania się z moralnością charakteryzuje się odruchowy szacunek dla autorytetu, który faktycznie jest mechanizmem odnajdywania swojego miejsca w grupie. Ukazał to już głośny eksperyment Milgrama z lat 1961 i 1962. Doświadczenie oparte było na oszustwie: eksperymentatorzy udawali, że badanie dotyczy wpływu kary fizycznej (rażenia prądem) na zdolność nauki, tymczasem chodziło o zbadanie posłuszeństwa wobec autorytetów. W pierwszym z serii eksperymentów aż 65 proc. badanych było gotowych zaaplikować podstawionym ludziom śmiertelny wstrząs prądem pod wpływem perswazji eksperymentatorów. Co ciekawe, badani wykazywali fizjologiczne symptomy przeżywania stresu: pocili się, stawali się nerwowi. Oznacza to, że włączał się mechanizm sumienia, ale zwykle przegrywał z presją autorytetu.
Te różnice w relacji fundamentów do moralności dają podstawy do uporządkowania ich w odpowiednią hierarchię: lojalność wobec grupy i szacunek względem autorytetów powinny być podporządkowane poczuciu sprawiedliwości, prawom jednostki i trosce o ochronę przed krzywdą. Nie da się jednak wyrugować z dziedziny moralności niższych fundamentów, jak chciałby światopogląd liberalny. W sytuacji zagrożenia bytu społeczności, np. podczas wojny, hierarchia się odwraca: prawa jednostki i troska o ochronę przed krzywdą podporządkowane zostają lojalności wobec grupy i autorytetom, bo właśnie grupa jest w stanie uratować byt jednostki. Dobrze to wyczuwa światopogląd konserwatywny. Ale widać także, że więcej on znaczy w czasach wojny niż w czasach pokoju i dobrobytu.
Świętość i wstręt
Teoria fundamentów moralnych pozwala wyjaśnić ambiwalentność piątego fundamentu, najtrudniejszego do zinterpretowania: czystości/świętości (choć, o ile mi wiadomo, sam Haidt do takich wniosków nie dochodzi). Narzuca się bowiem pytanie: dlaczego sfera religijna, dość powszechnie uważana za najbardziej wzniosłą, zdolna jest do wzbudzenia zarówno aktów poświęcenia, jak i okrucieństwa?
Zdaniem Haidta sfera czystości/świętości bazuje na charakterystycznej dla człowieka emocji wstrętu. Religijność jednak nie da się do niej zredukować. Przynajmniej równie ważne jest przeżycie fascynacji czy zachwytu o zupełnie innej emocjonalnej genezie – być może właśnie stąd pewna ambiwalencja tej sfery. Warto także zauważyć, że moralność w swoich najbardziej wzniosłych przejawach ostateczne uzasadnienie odnajduje w duchowym pięknie, wzbudzającym podobny, choć nie wprost religijny zachwyt.
Według Haidta w świecie ożywionym tylko człowiek reaguje wstrętem np. na psujące się jedzenie czy na wydzieliny ciała (popularny jest prosty eksperyment: najpierw przełknij ślinę, po czym następną porcję śliny wypluj do szklanki i spróbuj ją wypić – jak ci idzie?). Ewolucjoniści wskazują, że mechanizm wstrętu przynosił adaptacyjne profity w postaci skuteczniejszego unikania chorób i kontaktu z pasożytami. Co ciekawe, uaktywnia się on późno, dopiero ok. piątego roku życia, o czym dobrze wiedzą rodzice, którzy muszą nieustannie kontrolować, co ich pociechy wkładają do ust.
Wstrętu doświadczamy w dwóch wersjach: podstawowej – dotyczącej zepsutego jedzenia, wydzielin, zniekształceń ciała, niektórych zwierząt (karaluchów, glist, szczurów, much) oraz moralnej – dotyczącej zachowań społecznie silnie nieakceptowalnych. Ta druga wersja jest najwyraźniej ewolucyjnym uogólnieniem prostego biologicznego mechanizmu chroniącego przed kontaktem z chorobotwórczymi ogniskami. Świadczą o tym ciekawe psychologiczne eksperymenty, które pokazują np., że mięśnie mimiczne twarzy kojarzone z reakcją wstrętu uaktywniają się z taką samą siłą na nieprzyjemny smak w ustach, jak i na zachowanie niemoralne. Zauważono także, iż wysłuchanie opowieści o niemoralnym zachowaniu wzmaga potrzebę fizycznego oczyszczenia.
Wygląda zatem na to, że ewolucja wykształciła szybki i brutalny mechanizm reagowania na niemoralne sytuacje w postaci emocji wstrętu, która nie tylko jest czymś różnym od mechanizmu sumienia, ale zwykle z nim koliduje. Badania pokazują, że emocja ta, wywołana nieświadomie, zniekształca sąd moralny. Na przykład obecność śmierdzącego kosza na śmieci wpływa na zaostrzenie sądów moralnych. Tak wynika z badań Simone Schnall z 2008 r. Wzbudzenie wstrętu powoduje także zaostrzenie uprzedzeń etnicznych, co według badań Edyty Sinackiej-Kubik (z 2011 r.) może prowadzić do uprzedmiotowienia członków grup etnicznych podatnych w danej kulturze na stereotypowe postrzeganie (wstręt pobudza ośrodki w mózgu odpowiedzialne za dostrzeganie przedmiotów). W Polsce dotyczy to przede wszystkim Romów, czarnoskórych i Arabów (co warte odnotowania: już nie Żydów – świadczyłoby to o skuteczności uświadamiania problemu antysemityzmu).
Jeśli sprawa ma się tak z dodatkowym wywoływaniem wstrętu przy okazji oceny moralnej, to co dzieje się, gdy oceniane jest samo źródło wstrętu? Wówczas dominuje po prostu odruch odtrącenia – sumienie nie ma nic do gadania.
Pigułka na krzywdę
Czym więc – powtórzmy pytanie – jest sumienie? Jako mechanizmu behawioralnego jego geneza i natura jest czysto biologiczna (ale rezultaty działania już nie!). Zdaniem Ryszarda Stacha, autora pionierskiej monografii „Sumienie i mózg” (2012 r.), sumienie pojawiło się wraz z rozwojem życia społecznego człowieka. Pierwotny mechanizm nagrody i kary, motywujący do dbania o interesy jednostki, został przez ewolucję zaadaptowany do nowej roli: dbania o korzyści grup społecznych. Okazało się, że takie ograniczenie egoizmu w nowych społecznych warunkach zaczęło się jednostce opłacać i dlatego zostało przez ewolucję utrwalone.
Sam mechanizm sumienia wykorzystuje negatywne emocje moralne (złość, niesmak, zażenowanie, niepokój, a zwłaszcza poczucie winy i wstyd), by zniechęcać do działań rozpoznanych jako niemoralne. Pojawiają się one, gdy powstaje dysonans poznawczy – nazwany przez Stacha „dysonansem moralnym” – między tym, co zostało zrobione lub zamierzone, a tym, co myślimy o sobie. Z kolei przezwyciężenie pokusy niemoralnych działań sumienie nagradza pozytywnymi emocjami: zadowoleniem z siebie czy z wypełnionego obowiązku.
Skoro sumienie ma podłoże fizjologiczne, jego mechanizm może z czysto biologicznych powodów nie funkcjonować poprawnie. W swojej monografii Stach wspomina o próbach stymulowania sumienia przy pomocy leków. Okazuje się np., że nalokson, blokując receptory opiatowe, redukuje przyjemność z patologicznych zachowań, natomiast citalopram, powodując wzrost aktywności mózgowego układu serotoninowego, zmniejsza gotowość ludzi do czynienia innym krzywdy.
Stach podkreśla, że sumienie, jako czysto behawioralny mechanizm, by mogło poprawnie działać, domaga się uzupełnienia o wyznawany przez jednostkę system wartości. Nie oznacza to wszakże (choć psycholog z Uniwersytetu Jagiellońskiego już tego nie dopowiada), że naszemu sumieniu możemy „wgrać” zupełnie arbitralny system norm. By konkretne działania mogły wywołać emocje moralne, normy muszą zostać przez jednostkę uwewnętrznione – uznane za swoje. Sumienie z wszystkich mechanizmów moralnych jest zatem najbardziej podatne na racjonalną argumentację.
Ze względu na mechanizmy behawioralne można zatem wyróżnić co najmniej trzy etyki: prymitywną etykę wstrętu (czystości), uległość wobec autorytetów (w tym wobec autorytetu grupy) oraz wyrafinowaną, racjonalną etykę sumienia. Warto sobie uświadomić, że wszystkie te mechanizmy są obecne w naszych głowach i w niektórych sytuacjach konkurują ze sobą. To pokazuje, jak wielka jest rola rozumu i samoświadomości w podporządkowywaniu sumieniu bardziej prymitywnych mechanizmów.
Wybitna polska etyczka Maria Ossowska oddzieliła etykę opisową, która bada, jak ludzie postępują, od etyki normatywnej, która wskazuje na to, jak powinni postępować. Uznała ona, że etyka normatywna nie jest nauką, gdyż nie da się metodami naukowymi badać powinności. Z kolei etycy na polskich uczelniach katolickich również pieczołowicie oddzielają etykę normatywną od etyki opisowej, bojąc się, by tej pierwszej nie sprowadzać scjentystycznie do samej empirii. Taki sztuczny rozdział sprawia, że etyka normatywna zawieszona jest w próżni. Tymczasem jest jedna sfera moralna – powstała ona ewolucyjnie, ale nie sprowadza się do naturalnych intuicji. Sumienie, które obecnie można już badać empirycznie jako mechanizm mózgowy, łączy oba światy: świat empirii i świat ducha.
Zaprogramowani
Prof. Chazan, wyjaśniając swoją odmowę dokonania aborcji, dał do zrozumienia, że wie, jak takie zabiegi przebiegają, gdyż kiedyś był aborcjonistą. „Nie chcę być rzeźnikiem” – mówił. Emocje, które rodzą się w bliskim kontakcie z płodem, pozwalają dostrzec w nim małego człowieka. Ale nie zawsze tak się dzieje. Inny wybitny ginekolog położnik, prof. Romuald Dębski, omalże nie pokazał w telewizji zdjęć zniekształconego poważną chorobą noworodka. Chciał, aby „cała Polska zobaczyła, o czym mówimy”. Gdybyśmy rzeczywiście zobaczyli, nie uaktywniłaby się w nas empatia, tylko właśnie wstręt, bo tak jesteśmy biologicznie zaprogramowani.

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Kierownik działu Wiara w „Tygodniku Powszechnym”. Ur. 1966 r., absolwent Wydziału Mechanicznego AGH, studiował filozofię na Papieskiej Akademii Teologicznej w Krakowie i teologię w Kolegium...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz