Wiara, teologia, nauka

Wiara, teologia, nauka

10.10.2016
Czyta się kilka minut
Przemyślmy znane nam dobrze słowa Jezusa, ucieleśnione w Ewangelii według Świętego Marka: „I mówił: Tak jest z Królestwem Bożym, jak z nasieniem, które człowiek rzuca w ziemię. A czy on śpi, czy wstaje w nocy i we dnie, nasienie kiełkuje i wzrasta; on zaś nie wie jak. Bo ziemia sama z siebie owoc wydaje, najpierw trawę, potem kłos, potem pełne zboże w kłosie” (Mar. 4:26–28).
WIkiArt.org
E

Ewangelista, za Panem Jezusem wskazuje nam wspaniałość Słowa Bożego. Gdy jesteśmy na nie otwarci, kiełkuje w nas – choć przez pewien czas może pozostawać niewidoczne – ale w końcu rozpoczyna swe działanie. Owoce stają się widoczne.

W naszym otwarciu na Objawienie pomóc może wiele źródeł. Kapłan, rodzina, przyjaciele, czasem dobra, nawet daleka od kwestii stricte religijnych lektura. Niektórzy, np. matematycy i kosmologowie twierdzą, że przedmiot ich badań jest Śladem Boga. W zrozumieniu Objawienia pomagać ma nam natomiast teologia. W przeciwieństwie do Pisma Świętego nie jest ona czymś objawionym, ale ludzką – i na miarę człowieka – refleksją nad Objawieniem i Dziełem Stworzenia. Często słyszymy, że teologowie wypowiadają kategoryczne sądy, czyli takie twierdzenia, które traktują oni jako bezwzględnie prawdziwe. „Biblia, wspierana autorytetem tradycji, mówi to i to…”. I podobnie odbieramy, przynajmniej niektórych, naukowców. Mawiają oni „Nasze dane eksperymentalne niezbicie dowodzą prawdziwości tego i tego…”. Czasami, gdy mowa np. o dziele stworzenia, naturze duszy czy wolnej woli, to co mówią teologowie nie jest zgodne z tym, co mówią naukowcy. A przecież jedni i drudzy twierdzą, że głoszą prawdę.

Ksiądz Profesor Michał Heller twierdzi, że takie sprzeczności są jednak zwykle pozorne. Za Świętym Augustynem radzi on by zdać sobie sprawę z metaforyczności opisu Biblijnego i starać się uzgodnić go ze współczesnym obrazem świata. Ksiądz Profesor Heller twierdzi jednak, że konflikt między nauką i religią zaczyna powstawać, gdy mieszamy ze sobą „Dwie Księgi”: chcemy od Księgi Objawienia by dawała wiedzę o Wszechświecie, a od Księgi Przyrody by mówiła o Sensie Życia i Odkupieniu. Miał rację Galileusz powtarzając słowa Kardynała Baroniusza: Biblia uczy nas jak do nieba dotrzeć, a nie jak to niebo się porusza. Nie mają za to zdecydowanie racji protestanccy teologowie, którzy twierdzą, że Księga Rodzaju stwierdza nieprawdziwość twierdzeń głoszonych przez biologów ewolucyjnych. Racji także nie mają ewolucjoniści, którzy mówią, że teoria Darwina podważa prawdziwość Księgi Rodzaju.

Konfliktów między nauką a religią może uda się nam uniknąć, gdy zrozumiemy czym nauka różni się od teologii. A więc, jaka jest jej metoda, oraz jakim obydwie podlegają ograniczeniom. Zacznijmy od teologii. Sama w sobie nie jest ona nauką empiryczną, bowiem polega na wyciąganiu logicznych wniosków z Treści Objawionych. Choć teologia dysponuje technicznym, a czasem także hermetycznym językiem, co do zasady język ten bazuje na języku naturalnym. A ten oczywiście podatny jest na pewne błędy i nieścisłości. Innymi słowy teologia jest racjonalna, ale nie jest to racjonalność typu matematycznego. Choć nie jest ona nauką empiryczną, korzysta pomocniczo ze zdobyczy wielu nauk empirycznych: takimi są choćby archeologia biblijna czy wspomagana komputerowo analiza manuskryptów. Choć w mediach teologowie wygłaszają zwykle kategoryczne sądy (jest tak, a tak), w ramach teologii – jak w każdej dziedzinie wiedzy – prowadzone są profesorskie dyskusje. Wszyscy teologowie uznają np. prawdziwość twierdzenia, że „Poza Kościołem nie ma Zbawienia”, ale nie wszyscy interpretują to zdanie dosłownie. Choć teologia nie jest matematyką i z matematyki korzysta rzadko ma jednak w sobie coś z matematyki. Aspiruje do kumulatywnego rozwoju – ideałem jest co raz głębsze rozumienie Objawienia, które korzysta jednak zawsze z dorobku poprzedników. Co do zasady nie jest więc tak, że każde pokolenie teologów odkrywa wszystko na nowo. Teologia dąży również do potwierdzania własnych teorii, nie zaś ich obalania.

A co z nauką? Przede wszystkim powinniśmy sobie zdać sprawę, że w języku polskim słowo nauka funkcjonuje nieco inaczej niż np. w języku angielskim. Przez naukę w sensie science będziemy rozumieć nauki empiryczne, które powszechnie wykorzystują matematykę – głównie fizykę i kosmologię, ale również biologię i geografię. Historię, filozofię i wiedzę o literaturze nazwiemy humanistyką. Nauka bazuje więc jako tako na dwóch źródłach: matematyce i eksperymencie (choć dyscypliny mogą przywiązywać większą wagę tylko do jednego ze źródeł).

O ile teologia podobnie jak matematyka rozwija się kumulatywnie, nauki empiryczne  rozwijają się przez próby obalenia, zanegowania dorobku poprzedników. Podważanie przyjmowanych – nawet powszechnie – teorii i poglądów jest w nauce czymś normalnym. Sir Karl Popper mawiał, że nauka znajduje się w stanie „permanentnej rewolucji”, zaś Paul Feyerabend, że w żadnej teorii nie ma „niczego świętego”. To właśnie dzięki podatności na rewizję stanu wiedzy nauka, co do zasady, dostarcza nam najlepszego możliwego obrazu świata. Co do zasady, bo ten ostatni kreowany jest nie tylko przez treść artykułów naukowych, ukazujących się w najlepszych periodykach, takich jak „Science” czy „Nature”, ale przez popularyzację tych wyników, która z konieczności upraszcza, ale niekiedy także zniekształca przekaz. Pozostańmy jednak przy samej nauce, a nie jej popularyzacji. Mówi się, że sercem metody naukowej jest falsyfikowalność i próby rzeczywistej falsyfikacji teorii. Oznacza to, że teoria naukowa to taka, którą co do zasady można eksperymentalnie podważyć. W praktyce w spółczesności naukowej znajdują się zwykle tacy, którzy próbują to zrobić i w zamian proponują nową, lepszą teorię. W rzeczywistości, gdy np. fizycy mówią, że coś udowodnili powinniśmy to rozumieć następująco: zdobyli oni dane, które w danym momencie świadczą na rzecz pewnej teorii, ale nie jest to wiedza ostateczna, bo zawsze może okazać się, że kolejny eksperyment obali ich przypuszczenie (albo że w eksperymencie popełnili jakiś błąd).

Teologia dąży do pewności. Naukowcy, ludzie z krwi i kości, mający własne ambicje, też, ale nauka jako sposób działalności dąży do obalania teorii.

Czy to znaczy, że albo teologia albo nauka jest gorsza? Czy któraś ma uprzywilejowaną pozycję? Nie. Znaczy to, że powinniśmy wiedzieć, że Prawda Zbawienia jest wieczna, ale aktualny obraz świata jest tymczasowy i najprawdopodobniej wraz z kolejnymi pokoleniami naukowców zmieni się. Teologia jest w trudniejszej pozycji. Musi jakby monitorować ciągle naukę. Nie może bowiem działać w próżni. Środowiskiem dążenia do Zbawienia jest bowiem Wszechświat, który bada, ciągle doskonaląca się przez obalanie poprzednich teorii, nauka.

***

Gdy ktoś mówi nam o konflikcie między teologią a nauką nie przyjmujmy to jako pewnika, ale spróbujmy się nad tym zawsze zastanowić.

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz